Drukuj

Dzień szesnasty czyli jak doradzam Wojtuniowi

Boże , kiedy ja w końcu odpocznę?! Stale w biegu. Jak długo tak można? Pobudka o 10tej, moja kicia wymaga zabawy i zanim się oglądnę jest południe, a ja stale taka nieuczesana! Na szczęście Roratka siedzi w biurze i odbiera telefony. W zasadzie tylko do tego się nadaje. Jest beznadziejna i na niczym się nie zna, jak jej poprzednicy. I jeszcze wymyśliła sobie pracę szkole i awans zawodowy!!! A kto będzie pracował w biurze ja się pytam? Podłość ludzka nie zna granic. Tyle się nakłamałam, nakombinowałam żeby jej pracę w biurze załatwić, a tu taki brak wdzięczności. To nie moja wina, że ona się do niczego nie nadaje. Podziękowali jej w kuratorium, w starostwie zrobili wszystko, żeby nie stanęła do konkursu na stanowisku dyrektora, a teraz w związkach długo nie zagrzeje miejsca. Kompletna idiotka, ale póki co może papiery posprzątać w biurze i kawę mi zrobić. Żenuła normalnie.Ok… telefon do biura….

Pusia: helołł moja droga

Roratka: witaj Pusiu, czemu Cię nie ma jeszcze w biurze? Telefony się urywają i nie wiem co mam ludziom mówić…

Pusia: jak to nie wiesz co: „Dzień dobry!”

Roratka: no tak, ale co potem? Pytają o Ciebie…

Pusia: potem…eee…mówisz, że jesteś Roratka o odbierasz telefony…

Roratka: no tak…ale kiedy pytają o Ciebie? Gdzie jesteś …co mam im powiedzieć?

Pusia: jak to co??!!! Jestem w  terenie! Czy Ci ludzie się kiedyś nauczą, że ja Prezes Pusia Wydmusia, Pani Prezes Pusia Wydmusia pracuję w terenie! Przecież to oczywiste….muszę wygądać przecież…kosmetyczka, moje paznokcie…to wymaga przecież tyle pracy w terenie….

Roratka: no tak, masz rację…

Pusia: no widzisz! Gadaj teraz kto dzwonił?

Roratka: dzwonił Wojtuś, myślę, że koniecznie powinnaś się z nim skontaktować.

Pusia: ależ to oczywiste. On się na niczym nie zna przecież, jeśli nie ja to kto inny mu poradzi? Kolejny, który na niczym się nie zna. Dostał stanowisko z litości, a teraz wszyscy mu pomagajcie!

Roratka: ale tylko Ty się Pusiu na wszystkim znasz…

Pusia: ależ oczywiście. Z moim doświadczeniem i znajomościami każdy problem to dla mnie pestka. Ale dobrze, że on na niczym się nie zna. Błyszczę przy tej miernocie niczym diament i w swoim czasie zaatakuję. Kiedyś to ja zostanę królową!

Roratka: to oczywiste!

Pusia: a teraz zabierz się do pracy bo jak zwykle nic nie robisz. Dzwonię do Wojtusie w takim razie...

Co za idiotka! Nawet nie wie co powiedzieć przez telefon! Ciągle tylko: co i co?! To ja muszę wszystko wiedzieć!? Stale ja i ja. Boże, mnię ta praca kiedyś wykończy!

Pusia: heloł Wojtuniu…

Wicekról: witaj Pusiu

Pusia: dzwoniłeś do biura. W czym mogę Ci pomóc?

Wicekról: zadzwoniłem bo przez pomyłkę wybrałem numer do Waszego biura.

Pusia: eee…myślałam, że wspólnie ustalimy jakąś strategię dla miasta. Wiesz, że możesz na mnie liczyć.

Wicekról: nie potrzebuję doradców, a poza tym stale źle się o Tobie mówi w mieście… wiesz ta afera z wyrywanymi kartkami i fałszowaniem uchwał…

Pusia: kto mówi??!!Gdzie mówi??!! A to gnoje!

Wicekról: no wszędzie mówią o tym. Możesz mi powiedzieć dlaczego nie pokazałaś swoim prezesom księgi protokołów? Przecież nie masz prawa utajniać takiego dokumentu! Ludzie mają o to pretensje i o tym stale mówią.

Pusia: gówno ich to obchodzi! To ja decyduję o tym komu co pokazuję! Sprawa zamknięta!

Wicekról: ale to ze składek związkowców finansujesz swoją działalność i mają prawo wiedzie przecież…. Taka jest prawda!

Pusia: Goowno prawda…to jest prawda!

Wicekról: i jeszcze jedno. Niektórzy nie chcę się z Tobą publicznie pokazywać… wstyd im jest i tyle.

Pusia: że coooo???!!! To ja sobie żyły wypruwam, a oni się mnię wstydzą. Wywalę wszystkich ze związku!!! Wszystkich!

Wicekról: to tyle. Pozdrawiam

No nieeee!!! To ja się polecam jako doradca najlepszy w mieście, a on mi mówi, że się mnię wstydzą. Mnie! Pusi Wydmusi… Prezes Pusi Wydmusi! Poczekamy… jeszcze ja zostanę królową… moi związkowcy mnię kochają i oddadzą na mnię swoje głosy w następnych wyborach… oni sami i ich rodziny… ich dzieci… i ich psy i koty nawet! Wszyscy!

Muszę zadzwonić do Mateczki. Tylko ona mnię rozumie….

Pusia: witaj moja dorga…

Mateczka: witaj Pusiu. Co słychać?

Mateczka: mooooja droga…od 7 rana jestem na nogach. Byłam kilka godzin u Wojtusia… wiesz, on sobie nie radzi z niczym i stale wydzwania za mną. Ciągle mu doradzam, stale rozwiązuję jego problemy. Wiesz moja droga, że tylko ja się na tym wszystkim znam. Ani on, ani ta jego szefowa o niczym nie mają pojęcia.

Mateczka: no tak….

Pusia: i tak od rana podejmuję bardzo ważne dla naszego miasta decyzje, a ludzie stale myślą, że to on jest taki mądry i na wszystkim się zna. I wiesz co, pomyślałam, że czas zorganizować spotkanie z prezesami i powiedzieć im o tym kto tak naprawdę rządzi w naszym mieście. Czas na prawdę…

Mateczka: ale co konkretnie chcesz im powiedzieć?

Pusia: jak to co? Wszystko! Ile czasu mi zajmuje to decydowanie o ważnych sprawach naszego miasta, o tym, że nie mam czasu na pracę w związkach powoli przez to wszystko, że tyle ode mnie zależy w naszym mieście. Ludzie muszą poznać prawdę! I jeszcze jedno: podjęłam ważną decyzję! Będę kandydować w przyszłych wyborach …zostanę królową! W końcu będzie w tym mieście rządził ktoś kto się na wszystkim zna… a nie tak jak teraz… ta wypacykowana blondi i ten jej wice, który stale za mną wydzwania!

Mateczka: aha…

Pusia: co aha… co aha…. tylko tyle masz mi do powiedzenia? Przecież to wręcz rewelacyjna wiadomość z pierwszej ręki!

Mateczka: no tak ale wiesz co…..

Pusia: żadne no tak! Ktoś musi zacząć rządzić jak należy…. miasto na to czeka przecież!

Mateczka: ale….

Pusia: żadne ale! Podjęłam decyzję i ci idioci prezesi będą na mnię głosować. A póki co pobłyszczę jeszcze na salonach w Bizantyjskim Dworze. Niech mnię ludzie tam widzą u tego nieudacznika. Hallo… z kim Ty tam rozmawiasz? Co to za hałas tam słyszę?

Mateczka: eee… bo widzisz… trzasnęły drzwi…

Pusia: jak to trzasnęły? Same?

Mateczka: no…niezupełnie same…. bo widzisz…. Eeee…. Wojtuś tu był i słyszał co mówiłaś….niechcący włączyłam telefon na głośnomówiący… Chciałam Ci powiedzieć, że właśnie wszedł… ale nie zdążyłam…

Pusia:  czy Ty mi chcesz powiedzieć, że on słyszą wszystko co mówiłam…

Mateczka: nie…no…eee…..nie słyszał…tego…noooo... ostatniego zdania, tego kiedy pytałaś z kim tam rozmawiam…

Pusia: a to dobrze… to dobrze, że wszystkiego nie słyszał.

Mateczka: eee…no….chyba dobrze.

Pusia: ale czemu trzasnął drzwiami?

Mateczka: a wiesz co… nie mam pojęcia! Dziwak jakiś.

Pusia: ok. w takim razie zwołaj wszystkich prezesów i zorganizuj spotkanie na dzisiaj. Ja muszę jeszcze się uczesać. Przecież nie pójdę nieuczesana na spotkanie z tymi idiotami.

Mateczka: to ty jesteś nieuczesana jeszcze? Jest pora obiadu przecież… i byłaś na spotkaniu z Wojtusiem nieuczesana?

Pusia: na jakim spotkaniu? Co ty pierdolisz??!!! Zabierz się z pracę lepiej.

Boże co za dzień! Tyle pracy… tyle pracy… tyle ludzkich problemów… a ja jedna na tylu ludzi… Mnię ta praca kiedyś wykończy!

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież