Drukuj

Dzień 22 gi czyli jadę na Wigilię do Pani Prezydent!

Piękny był ten Sopot zimowy! Polecam każdemu. Dwa dni spędzone z szefami związków w najlepszym hotelu w mieście mają swoje walory. Że drogo? A kogo to obchodzi. Wszystko zapłacili związkowcy swoimi składkami, a ja jedynie wydałam kilka złotych na kapuczino i ciupagę na męża kupioną na molo. Przecież coś muszę mu stąd przywieźć. Do biura nie kupiłam niczego, nie mam ochoty. Roratka siedzi nabuzowana bo powiat chce zlikwidować jej stanowisko pracy,  a ja niby mam ją znowu ratować! Nic z tego. Jest tępa i nie chce siedzieć w biurze. Stale pyta: jak długo ja sama będę siedzieć w biurze? No to jej odpowiadam: nie chcesz siedzieć do wstań. Proste. Przecież ja muszę pracować w terenie. Te salony… A propos salonów!!...Muszę się umówić we fryzjerskim…wigilia u Pani prezydent się zbliża. Muszę godnie reprezentować przecież. Dobra dzwonię! Mam nadzieję, że z tego pociągu dodzwonię się dokądkolwiek.

 

Pusia: hellooooł Roratko. Co tam w biurze słychać? Jakieś nowości?

Roratka: witaj, nie – spokój i cisza.

Pusia: to dobrze….to dobrze! A ja stale w łóżku! Mówię Ci….jak mnie rozłożyło! Gorączka, wymioty….strasznie się czuję…..i tak do tygodnia. Musisz sobie poradzić sama w biurze Kochana. Mam nadzieję, że do przyszłego tygodnia się w końcu wyleczę bo czas wigilii i Panie prezydent się zbliża…

Roratka: no tak…no tak…zaproszenie już do biura dotarło….halo halo…coś nam przerywa….źle Cię słyszę… jesteś tam…hallloooooo

Pusia: tak ... jestem…jestem….na kiedy jest to zaproszenie?

Roratka: na 20go …………….o 19tej……….

Pusia: haloooo…na kiedy? Na 20tą?

Roratka: Tak, …NIE!....na 20……

Pusia: 19go na 20tą….w pałacu bizantyjskim?

Roratka: Tak…NIE!!!....hallooooo Czemu stale tak przerywa? Co się dzieje?

Pusia: to wszystko przez ten pierdolony zasięg. W pociągu stale mi zanika!

Roratka: w jakim pociągu? Co Ty robisz w pociągu? Nie leżysz od tygodnia w łóżku?

Pusia: w jakim pociągu? Co Ty pierdolisz? Weź się lepiej za robotę! Pa!

Tępa strzała! Kolejna dociekliwa się znalazła. Zamkną ten jej wydział w starostwie i pójdzie w cholerę bo nie będzie miała ochrony. I całe szczęście! Pozbędę się idiotki raz na zawsze.

No dobra…zaraz…jak to było?.... 19go na 20tą…Tak!.  Jestem zaproszona do Pani prezydent na uroczystą wigilię. Jak się domyślam będą same VIPy. Moja obecność mówi sama za siebie. Byle kogo do pałacu bizantyjskiego się nie zaprasza. Ja Pusia Wydmusia, Panie Prezes Pusia Wydmusia znowu będę miała swoje 5 minut! Onieśmielę wszystkich gości nową kreacją 2XXL….no dobra 3XXL i świąteczną fryzurą. Będzie booosko! Jak zawsze. Do wigilii jeszcze dwa dni więc mam sporo czasu na przygotowania. A teraz tylko dojechać do domu….Boże….12 godzin w pociągu! Dobrze, że w WC lustro było zdjęte bo chyba bym się nie poznała. Dobra…śpię…będę szybciej w domu.

O rany!...zaspałam…..gdzie ja jestem??? Dokąd mnie ten pociąg zawiózł!

Pusia: panie konduktorze co to za stacja?

Konduktor: minęliśmy stację Wrocław Główny

Pusia: że cooo???? Przecież ja jadę do Opola! W tej chwili proszę zawracać! Słyszy Pan?!!!

Konduktor: słucham? Jak to zawracać?

Pusia: normalnie…WRACAMY! I to już!

Konduktor: szanowna Pani raczy żartować. Przegapiła Pani stację. Następna stacja to Legnica. Tam powinna Pani wysiąść, ale wcześniej musi Pani wykupić bilet na trasie Wrocław Główny – Legnica.

Pusia: że co??? Ty chamie! Ja mam płacić za bilet do Legnicy! Przecież ja nie chce tam jechać. ZAWRACAJ!

Konduktor: jeżeli będzie się Pani awanturować wysadzę Panią awaryjnie zatrzymując pociąg!

Pusia: w takim razie wysiadam! NATYCHMIAST!

Konduktor: w takim razie żegnam!

Pusia: jeszcze się policzymy! Mój syn jest prawnikiem…a córcia księgową!

Konduktor: taaak…jasne. Do widzenia. Proszę uważać na wilki….

No i mnie cham jeden wysadził….gdzieś w szczerym polu….w nocy! Matko jedyna co ja teraz zrobię! Nawet żadnego światła na horyzoncie….o piesek biegnie…może i właściciela ma w pobliżu! Piesku…piesku…miły piesek…a gdzie Twój pan? Duży jesteś….za duży…Matko Boska…to wilk! RATUNKU!!! POMOCY!

Dobra poszły sobie. Co to było? Dobrze, że uciekły bo już widziałam te nagłówki w gazetach „Pusia Wydmusia zjedzona przez watahę wilków na zadupiu”…NIEDOPUSZCZALNE! Ja zawsze sobie radzę…w każdej sytuacji!

O!...jakiś gospodarz chyba idzie!

Pusia: dobry wieczór! Jak się cieszę, że Pana widzę!

Gospodarz: a Ty tu czego? Sezon na tirówki zaczyna się po Wielkiejnocy dopiero…i one nie stoją przy torach po kolana w śniegu, a przy drodze krajowej!

Pusia: no wiem Pan co!

Gospodarz: i wiesz co ….schudnij trochę… żaden facet na Ciebie nie poleci…nie zarobisz…i  zrób coś z tą fryzurą…takie się nosiło chyba w latach 70tych ostatnio…

Pusia: Ty chamie! Nie jestem tirówką! Za kogo mnie Pan bierze!!! Ja tylko wysiadłam z pociągu!

Gospodarz: w szczerym polu?

Pusia: a co to Pana obchodzi gdzie wysiadam. Ja płacę za bilet i jak wysiadam! Zrozumiano!

Gospodarz: jak Pani uważa…dama z miasta się znalazła. Bez urazy…

Pusia: gdzie jest dworzec autobusowy??

Gospodarz: a co to takiego ten „dworzec”?

Pusia: jak to co??? Miejsce, z którego odjeżdżają autobusy!

Gospodarz: Pani…tutaj jest tylko jeden przystanek, z którego odjeżdżają lokalne …ale raz dziennie…rano…

Pusia: ...że coooo? Dobra…gdzie ten przystanek?

No i co teraz. Zaraz….przecież mogę zadzwonić do męża! Telefon…gdzie mój telefon…no nie mam kurwa…zgubiłam! I co ja teraz zrobię. Zaraz…ktoś nadchodzi….

Pusia: hej młody człowieku….mogę Cię prosić o pomoc?

Młody: jasne…co tam?

Pusia: zgubiłem telefon, wilki mnie napadły….

Młody: to widać…fryzurę też Pani zaatakowały?:-)))

Pusia: czy mogę skorzystać z Twojego telefonu i zadzwonić do męża?

Młody: za ile?

Pusia: ale to będzie krótka rozmowa….

Młody: stówa i dzwonisz…

Pusia: ok…ale nie mam złotówek…mam tylko euro…może być?

Młody: jasne….

Pusia: proszę …100 euro…

Młody: może Pani dzwonić…

Pusia: hallo…słuchaj mam problem….

Kobieta: halo…kim jesteś….

Pusia: to raczej kim Ty jesteś?

Kobieta: …słuchaj jakaś baba do Ciebie dzwoni….wyłaź spod prysznica….

Mąż: baba?…co się wyświetla na telefonie? Pusia?

Kobieta: nie…jakiś nieznany numer…

Mąż: olej ją. Moja stara dzwoni zawsze ze swojego telefonu….

Kobieta: słyszałaś…SPADAj!

Pusia: zaraz, a kim Ty do cholery jesteś, że odbierasz telefony do mojego męża?

Kobieta: jego sekretarką…powiedzmyJ

Pusia: że co???? Mój mąż nie ma sekretarki!!!!

Kobieta: nara…..

 

Zaraz…zaraz …mój mąż jest w delegacji przecież…nieeeee…pomyliłam numer!

Młody: koniec rozmowy!

Pusia: ale ja niczego nie załatwiłam jeszcze….

Młody: stówa….i dzwonisz dalej….

Pusia: Ty pasożycie ze wsi! Nie zapłacę!

Młody: no to siema!

Kawał chama….i co ja teraz mam zrobić? Zaraz ktoś jedzie!

Pusia: halo proszę Pana! Proszę się zatrzymać!

Kierowca: czego?

Pusia: mogę liczyć na podwózkę?

Kierowca: tirówka w śniegu? Do królowej śniegu to Ci złotko daleko, ale jak mi pomożesz „rozładować towar” to czemu nieJ

Pusia: towar…jasne…czemu nie…żadna praca nie hańbi przecież

Kierowca: no to wskakuj na pakę, zaraz wskoczę…

Noż kurwa…rozdarłam kieckę wspinając się na górę….zaraz ..zaraz…tu nie ma czego rozładowywać przecież!

Pusia: a co my będziemy tu rozładowywać?

Kierowca: zaraz Ci pokażę złotko….

Pusia: że co??!!! Ty zboczeńcu!!! Ratunku…pomocy!!!!

Kierowca: to rozładowujesz czy idziesz z buta?!

Pusia: jak ci rozładuję to się nie pozbierasz! MILICJA….tzn…POLICJA…

Kawał chama! Nic idę pieszo…do Wrocławia mam tylko 30 km. Kiedyś dojdę przecież. O! samochód nadjeżdża….

Pusia: kochana zabierz mnie do miasta, proszę!

Blondynka: jasne wsiadaj. Nie obawiaj się mojego psa. On jest uczulony na lewaków wszelkiej maści jedynie…a Ty jako kobieta pracująca przy drodze na lewaka nie wyglądasz…

Pusia: no wiesz! No dobra…jedźmy w końcu!

No i wracam do domu…kurwa …i jeszcze ten pies stale na mnie warczący…czego on ode mnie do cholery chce? Dworzec kolejowy….kasa biletowa…bilet do Kentaki…i jadę….W końcu w pociągu….zaraz zaraz…na bilecie napisano, że dzisiaj jest 19 grudzień! Przecież to dzisiaj jest wigilia u prezydenta!! Dobra…trudno….wejdę z biegu…i tak zrobię wrażenie…żeby się tylko za bardzo nie spóźnić.

Kentaki…taksówka….szybko do Bizantyjskiego Dworu!

No jestem…lustro…gdzie jest jakieś lustro??!! Ok, wyglądam …hm….nikt niczego nie zauważy bo wszyscy będą zajęci składaniem mi życzeń. Poczekam jeszcze chwilę i wejdę jako ostatnia. To będzie wejście! Dobra wchodzę!

Pusia: dzień dobry …witam wszystkich! Proszę wybaczyć spóźnienie ale miałam wyjątkowe problemy z  dotarciem…Sopot…śnieg…wilki… zboczeńcy…i psy!

Dyrektor MOPS: witaj Pusiu, cieszymy się, że postanowiłaś nas odwiedzić….

Pusia: eee….a gdzie prezydent?

Dyrektor MOPS: wigilia z Panią prezydent jest jutro, a dzisiaj spotykamy się z bezdomnymi.

Bezdomny: siadaj koło mnie maleńka…będzie super…dam CI pieroga…dawaj..

Pusia: że coooooo??? Jacy bezdomni do cholery? Gdzie ja jestem????

Bezdomny: no dawaj…wyglądasz jak jedna z nas to zjemy razem kolację...no nie?

Pusia: jak jedna z Was?? Niedoczekanie…wychodzę!

Noż …gdzie ja weszłam? Jacy bezdomni?? Następnym razem powinni im zakazać wychodzić z domów ze względu na… hmmm… niską temperaturę! O! i będzie z nimi spokój…

No to kurwa…wszystkiego dobrego w nowym roku! A teraz się policzę z sekretarką mojego męża….

 

 

 

Komentarze  

 
+3 #1 P 2016-12-30 19:27
Gó pusia, gó!
Cytować
 
 
+1 #2 Marta 2017-01-10 13:16
Gdzie byłaś usiuwydmusiu na Sylwestra? Karnawał oczywiście w Rio?
Cytować