Drukuj

Dzień 23ci czyli jak zostałam tajną agentką SB

 

 

Zima 1980 r. To była zima! Jak towarzysze z ZSRR powiedzieli, że będzie zimno – to było. I fryzjer zamknięty! Jedyny salon we wsi. Wszystko wtedy musiałam robić sama – dokładnie tak jak teraz! Boże to były czasy! To wtedy właśnie, brnąc po pas w śniegu, idąc z kolejnego spotkania partyjnego, z naładowanymi akumulatorami do dalszej pracy partyjnej nagle mnie olśniło! Pomyślałam sobie, że przecież to Ty Pusiu jesteś niesamowita i aż szkoda się marnować. Był kiedyś agent 007 to i Ty możesz zostać agentem….tak…ja muszę zostać agentem! I zostałam. Najlepiej zakonspirowanym agentem SB w kraju…

Histaria „Krusznyki”, bo taki dostałam pseudonim operacyjny,  ma swój początek na pochodzie 1 maja 1980 r. Obmyśliłam plan jak zwrócić na siebie uwagę. Wtedy to maszerując przed trybunami, na których stał dumne pierwszy sekretarz, najwyżej unosiłam kolana podczas marszu. Nawet biustonosz nowy wtedy założyłam! I tak podnosiłam te kolana, że o mało zębów sobie nie wybiłem. Ale unosiłam! Tylko, że nikt tego nie zauważył. Potem tylko w gazecie robotniczej napisali, że „jakaś idiotka podskakiwała jakby kankana tańczyła…” Ale to nie o mnie było. Pewnie, że nie o mnie. Po nieudanej próbie zwrócenia na siebie uwagi poszłam dalej: ufarbowałam włosy na zielono i wkradłam się przez okno na bal karnawałowy sekretarzy ludowych. Wszystko było dobrze do czasu, kiedy zielona farba zaczęła ściekać mi po plecach. Wydało się i ktoś krzyknął do mikrofonu „ ej ty…w hełmofonie…brudzisz podłogę”. Wyrzucili mnie. Wtedy wpadłam na świetny pomysł: poszłam na policję i powiedziałam, że chce zostać agentką. Wprost. Ale byli zdziwieni! Zaczęli ze mną rozmawiać bardzo poważnie, nawet mi założyli teczkę personalną i nadali pseudonim „Kruszynka” . Coś tam mi kazali podpisać, zrobili mi zdjęcie i stale powtarzali coś o karetce i mojej pierwszej misji.

Po chwili wszystko stało się jasne: moja pierwsze zadania dotyczyło zbierania informacji w tajnym szpitalu wojskowym…w Branicach. Do pokoju, w którym siedzieli oficerowie operacyjni weszło 4 ubranych na biało oficerów / pewnie też tajniaków / i poleciło mi zamknąć oczy i wyciągnąć ręce przed siebie. Nooo tak, pomyślała, badają mój zmysł równowagi! Agenci muszą mieć wszystkie zmysły wyostrzone. W gotowości! Tak też zrobiłam i w moim nowym uniformie, z zamkniętymi oczami wsiadłam do tajnego radiowozu. Trochę ciasny był ten skafander, ale po tam, pomyślałam. Grunt, że jadę na akcję!

Zaraz po przyjeździe odbyłam pierwszą rozmowę w jakimś oficerem operacyjnym…

Oficer: Tak więc jesteś agentką?

Pusia: tak jest!

Oficer: bardzo dobrze…bardzo dobrze. Zostaniesz przydzielona do specjalnej sekcji agentów…

Pusia: cieszę się bardzo…

Oficer: wszyscy nasi agenci każdego dnia rano otrzymują specjalne pigułki jako element szkolenia agentów. Wzmacniają one siłę woli. Twoim zadaniem będzie na dziś zasnąć i spać jak najdłużej. Sprawdzimy twoją siłę woli. Oto pierwsza pigułka.

Pusia: tak jest!

Oficer: nasi agencji mają specjalne pseudonimy. Jeden to Napoleon, inny to Adolf, a jeszcze inny to Mata Hari. Ty jesteś ”Kruszynka”?

Pusia: tak jest!

Oficer: a czy poza „tak jest” potrafisz coś jeszcze powiedzieć?

Pusia: tak jest!...eeeee….no tak, oczywiście

Oficer: dobrze, bardzo dobrze…. Ważna informacja dla Ciebie: wszystko o czym rozmawiamy jest tajne, ściśle tajne. Z nikim nie wolno Ci o niczym rozmawiać! Pamiętaj!

Pusia: tak jest!

Oficer: dobrze, bardzo dobrze. A teraz dołączysz do innych agentów. I pamiętaj: sprawdzamy Twoją siłę woli.

Pusia: tak jest!

I tak zostałam przydzielona do swojego pierwszego zespołu. Jak świetnie wszystko było przemyślane! Jak doskonale ucharakteryzowani byli agenci. Wręcz profesjonalnie! W mojej grupie było wielu agentów. Wszyscy mówili szyfrem. Np. Napoleon przekazywał swoje meldunki oficerowi mówiąc o „Waterloo”…to pewnie jakiś proszek do prania, ale posłużył do przekazania jakiejś ważnej informacji. Inny z kolei…niejaki „Lenin” stale mówił o rewolucji. Szybko się domyśliłam, że chodzi o jakąś akcję. Musiałam to dokładnie zapamiętać.

Nazajutrz rano…czyli o 16:60…taką miałam silną wolę, poprosił mnie mój oficer operacyjny.

Oficer: masz niebywale silną wolę! Niebywałe! Spałaś najdłużej z wszystkich agentów…

Pusia: tak jest!

Oficer: dobrze…bardzo dobrze. Dostaniesz dziś koleje zadanie: jest to zadanie tylko dla najlepszego agenta, pamiętaj o tym. Jesteś naszą najlepszą agentką. Podsłuchaj o czym rozmawiają inni agenci. Czekam na Twój meldunek jutro rano.

Pusia: tak jest!

Zaczęłam więc od podsłuchania rozmów w toalecie. Było czego posłuchać! Napoleon i Lenin knuli przeciwko Adolfowi, a Generał zapalił zapałkę i zagroził, że wysadzi ten magazyn prochu w powietrze. Od razu wpadłam na to, o co w tym chodzi. Kiedy idąc korytarzem usłyszałam, że nadchodzi Armia Czerwona wszystko było jasne: oni szykowali przewrót w szeregach agentów. Musiałam o tym szybko zameldować oficerowi. Wszystkie drzwi wyjściowe zostały zamknięte! Muszę znaleźć wyjście  tej sytuacji i jak najszybciej się stąd wydostać. Okno! Zamknięte! Toalety!...tam jest otwarte górne okno! Jak ja się tam wdrapię?! No dobra, jakoś dam radę. Głęboki wdech...i …utknęłam! RATUNKU!! POMOCY!! To jak agent „Kruszynka”!

Po godzinie wrzasków przyjechali strażacy. Zaczęli żartować ze mnie mówiąc, że stąd przez okno jeszcze nikt nie uciekł i takie tam…Chamy! Kiedy mnie ściągali z parapetu powiedziałem im, że muszę szybko dostać się do mojego oficera prowadzącego. Odparli, że „tak, oczywiście, rozumiemy”. Niczego nie rozumieli! To była sprawa wagi państwowej! Aby się uwolnić zastosowałam jednemu strażakowi swój chwyt na szyję i ugryzłam go w ucho. Poskutkowało, ale skacząc poczułam jak pęka mi pasek od biustonosza. Biegłam przez las najszybciej jak mogłem ale co chwilę jak nie jeden cyc to drugi walił mi po oczach. I jak tu biec. Musiałam stawać co opóźniło moją ucieczkę. W końcu zauważyłam światła w oddali. Tak! To posterunek milicji! W końcu.  Poprawiam cyce i walę jak w  dym... I rozwalam się o szklane drzwi. Nosz kurwa...fotokomórek nie znają czy co? Klamka...jaka klamka...gdzie??? Leżę...wstaję...poprawiam cyc...wchodzę...Wpadłam na portiernię…czy jak się to tam nazywa…

Pusia: słuchajcie bo nie będę powtarzać dwa razy! Jestem tajnym agentem. Muszę pilnie rozmawiać ze swoim oficerem prowadzącym. Natychmiast!

Milicjant: tak…oczywiście…proszę za mną….

Zaprowadził mnie jakimś dziwnym korytarzem do małego pomieszczenia i kazał usiąść i poczekać. Po chwili znowu weszli ci sami czterej agenci ubrani na biało i kazali mi zamknąć oczy i wyciągnąć ręce. Powiedziałam im, że już na przymiarce raz byłam i nie muszę tego ubierać drugi raz. No ale ok. Skoro chcecie…. Wtedy wszedł mój oficer prowadzący….

Oficer: nooo…widzę, że zadanie wykonane!

Pusia: tak jest!

Oficer: złożysz teraz meldunek….słucham….

Pusia: otóż Panie oficerze…Napoleon i Stalin szykują się do buntu…mówią o bitwie czyli wie Pan…akcji…już ja znam ten ich slang…Adolf powiedział, że im pomoże i podpali magazyn czyli szpital…nawet pokazał im materiał wybuchowy!

Oficer: jaki materiał?

Pusia: jak to jaki…pokazał papier toaletowy ale od razu wiadomo, że chodziło mu o coś innego. O materiał wybuchowy!

Oficer: dobrze…bardzo dobrze….w takim razie możesz wrócić do grupy.

Pusia: a kiedy wrócę do domu?

Oficer: jak zakończysz szkolenie. To oczywiste!

Pusia: no tak.

I wróciłam do mojej grupy. Znowu planowanie bitew…wybuchów…i innych. Ale nikt mnie już nie słuchał. Któregoś dnia odesłano mnie do domu z pakietem pigułek i kazano…ćwiczyć silną wolę. Hmmm…trudne to szkolenie agentów było. Ale w końcu zostałam agentką w ukryciu. Miałam czekać na rozkazy. Nie doczekałam się, niestety. W 1989 roku, mój kolega agent „Bolek” rozwalił wszystko o obalił towarzyszy. Co to była za tragedia! Długie lata leczyłam depresję. I w końcu nadeszły czasu pracy związkowej. Moje ulubione. Wyprane mózgi związkowców dają mi nieograniczone możliwości. Łykają wszystko co im powiem. Wielka JA…brawo JA.

Ciekawe co tam w biurze….

Pusia: hellooooł Roratko. Co tam w biurze słychać? Jakieś nowości?

Roratka: witaj, witaj…w sumie pusto i cicho. Poza tym, że IPN opublikuje jutro tajne archiwum agentów SB o niczym się nie mówi…

Pusia: że coooo??? Których agentów???

Roratka: no jak to których??? Mówię przecież…tajnych.

Pusia: gdzie to będą publikować?

Roratka: na swojej stronie internetowej

Pusia: na razie PA!

Boże! Co ja teraz zrobię? Cała moja praca…cały prestiż zostaną zniweczone przez media, które zrobią ze mnie zdrajczynię! A przecież ja tylko zostałam agentem ale nie zdążyłam nim być. A to wielka różnica przecież!

Strona IPN… jaka to strona… jest…. ”szukaj agentów”… jest… wpisuję: „Kruszynka”… enter… jest wynik: materiał archiwalny – karta leczenia szpitalnego. Że cooo???? Oddział psychiatryczny w Branicach….historia choroby….”pacjentka przyjęta na oddział w objawami paranoi. Wcześniej była widziana na pochodzie pierwszomajowym, podczas którego tańczyła kankana…innym razem z zielono wyglądającą fryzurą wdrapywała się po rynnie na bal karnawałowy. Podaje się za agentkę o pseudonimie „Kruszynka”. Zabawna, nie stanowi niebezpieczeństwa dla innych. Zwolniono do domu”

Boże! Aż mi ulżyło! Chyba lepiej zostać wariatką niż agentką SB. Matko jakie ja miałam szczęście. Dobrze, że nikt nie zna mojego pseudonimu operacyjnego….

Dobra…spokój…nic się nie dzieje…

 

O telefon…nie…to sms….Kto to pisze o tej porze”…”cześć Kruszynko”…. podpisano „gość z forum ”. Nosz kurwa mać !!!!!!!

Komentarze  

 
0 #1 G 2017-03-10 14:48
Super. Znowu super.
Cytować