Dzień dwudziesty szósty czyli depresja Roratki.

 

Dość! W końcu ktoś musi sprawę załatwić. Moja wielka „przyjaciółka” Roratka, dla której tyle zrobiłam, której załatwiłem ochronę związkową, nakłamałam się ile tylko można przez Zarządem Okręgu żeby pozbyć się poprzedniego wice… ona stale ma pretensje o to, że wciągnęłam ją w te wszystkie brudne gry. A co? Może lepiej było się wciągnąć na listę bezrobotnych w Urzędzie Pracy? Przecież mieli zlikwidować jej stanowisko w Starostwie i zostałaby z niczym… A tak ma ochronę, siedzi sobie w biurze, nic nie robi i jeszcze pierdoli mi jakieś głupoty, że ma wyrzuty sumienia bo zrobiłyśmy świństwo byłemu wice, bo kłamałyśmy i fałszowałyśmy dokumenty żeby się go pozbyć. A co mnie to kurwa obchodzi? To ja kłamałam czy ona? Trzeba było się zapisać do związku jak wszyscy normalni ludzie, a nie zmuszać mnie do tego wszystkiego. A teraz siedzi w biurze i płacze jaka to ja jestem niedobra bo jej każę pracować. Podjęłam decyzję: godziny pracy zostaną tak zmienione, żebym nie musiała jej oglądać. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Tak się nie da pracować przecież! Do końca kadencji jeszcze kilka miesięcy, a potem wybory. Żeby wszystko poszło po mojej myśli muszę mieć spokój. Telefon do Mateczki

Pusia: hellooooł Mateczko. Co się dzieje w biurze?

Mateczka: witaj, a nic wielkiego. Siedzę w swoim pokoju i układam papiery, a Roratka  w swoim i szlocha

Pusia: o co jej znowu chodzi?

Mateczka: płacze i mówi, że żałuje tego co zrobiła byłemu wice, i że to wszystko nie tak powinno się odbyć jak się odbyło. Że wciągnęłaś w swoją grę tylu ludzi, kłamałaś wszędzie, a teraz jej ludzie dają do zrozumienia, że nie jest mile widziana. Ona nie daje rady i ma depresję…

Pusia: ja kłamałam? Niech nie pierdoli i przypomni sobie kiedy zapłaciła składki! Do związku zapisała się ponoć w listopadzie 2013 r. , a składki za 3 miesiące w tył zapłaciła w lutym 2014 r.! I niech nie pierdoli o depresji tylko się za robotę zabierze! Słuchaj mam plan: musimy pogadać ale to nie telefon. Spotkajmy się w naszej restauracji za godzinę….

Mateczka: w której?  W tej gdzie byłyśmy w poniedziałek, wtorek i środę od rana do obiadu w ramach „pracy w terenie”?

Pusia: nie…tam gdzie byłyśmy we czwartek, a potem w piątek cały dzień….no wiesz…tak gdzie robiłam urodziny mojej Kici…tam gdzie baba wystawiła mi fakturę z błędnym numerem NIP związku…

Mateczka: jakim numerem NIP? Naszego związku? To ty wzięłaś fakturę za przyjęcie urodzinowe swojej Kici na związek?

Pusia: no chyba nie myślisz, że będą za nie płacić z własnej kieszeni??!! związkowców na to stać. A poza tym oni są tak tępi, że niczego nie zauważą…

Mateczka: ale przecież tam było 13 kotek, 15 kotów i żarcie dla zwierząt, a nie prezesi na spotkaniu z Tobą!

Pusia: moooja droga! A kogo to obchodzi? Na fakturze jest napisane „usługa gastronomiczna dla 28 osób”. Nic na temat tych co jedli i pili. I sprawa załatwiona.

Mateczka: hmmm…

Pusia: żadne hmmm….już ja się na wszystkim lepiej znam i wiem co można o co nie… Powiedz Roratce, że ruszasz w teren i przyjeżdżaj na kawę. Co mam dla Ciebie zamówić? Mają tu świetne kapuczino…nie tak dobre jak w Toskanii, ale od biedy może być.

Mateczka: przecież ja nigdy w terenie nie pracuję? Ona nie uwierzy. …

Pusia: a niech sobie nie wierzy. Już mnie to nie obchodzi! Czekam w takim razie.

Roratka nie uwierzy! Dobre! Tępa strzała. W Kuratorium się nie utrzymała bo byłą tępa i jej podziękowali, w starostwie też nie bo się na niczym nie zna i musieli znaleźć na jaj miejsce Amelię… Ją też załatwię! Ale to już inna bajka. Gdzież ta Mateczka jest…czekam od 10 minut. O!.. idzie. Mój Boże…teraz tak patrzę jaka ona jest stara! Jak ona chodzi! Ślepa i pomarszczona. I taką ją ludzie widzą w biurze? I jak mają o tym związku dobrze mówić? Ja na zebraniu ZBOWID-u. I dlatego konieczne są zmiany. Koniecznie!

Pusia: No jesteś Mateczko. A więc słuchaj…jest tak: za 4 miesiące są wybory nowego zarządu i prezesa. Oczywiście ja nim zostanę bo innej opcji nie ma. Moim zastępcą zostanie Joasia….

Mateczka: dlaczego ona? Nie lepiej dla niepoznaki wziąć kogoś innego?

Pusia: co Ty pierdolisz? Ona ma psa…ja mam kicię. Wiesz ile my mamy wspólnych tematów??!! A poza tym ona ma doktorat z filologii chińskiej. To bardzo dobrze przed nazwiskiem wygląda… A poza tym to moja najlepsza przyjaciółka przecież…

Mateczka: cztery lata temu najlepszym wice był Twój poprzednik, a najlepsza przyjaciółką Roratka…teraz ona jako wice jest najgorsza, a najlepszą przyjaciółką jest Joasia, która zostanie wice….można się pogubić!

Pusia: co Ty pierdolisz? Będzie jak mówię, ale musisz mi pomóc ludzi urobić. Prezesi to debile oni łykną wszystko, ale delegaci podczas zjazdu mogą zadawać różne dziwne pytania….

Mateczka: jakie pytania?

Pusia: no…na przykład mogą się domagać pokazania księgi protokołów i protokołu przyjęcia Roratki do związku w listopadzie 2013 r.

Mateczka: no tak…tego protokołu nigdy nie było….nie przyjęliśmy jej nigdy…

Pusia: co Ty pierdolisz? Przyjęliśmy przecież i mamy wydrukowany protokół z posiedzenia…

Mateczka: ale wtedy…w 2013 r. nie było mowy o drukowaniu niczego na kartkach…wtedy była księga protokołów i wszyscy członkowie prezydium podpisywali się pod zapisem o spotkaniu…

Pusia: a kogo obchodzi jakaś tam księga? Prawnik powiedział na spotkaniu z prezesami żonie byłego wice co się tak mocno domagała pokazania księgi, że niczego pokazywać nie musimy. Wszyscy prezesi to łyknęli i była cisza. Poprosiłam wtedy Fajurkę, żeby rzuciła głośno hasło „dajcie już spokój z tą sprawą, to jest nudne!” i wszyscy się zamknęli. Księgi nie ma, a za to jest piękny protokół z posiedzenia zarządu wydrukowany na kartce, Roratka wpłaciła składki za 3 miesiące w tył i jest ok. Ile razy mam Ci to tłumaczyć?

Mateczka: ja to wszystko wiem ale co zrobimy jak nam ktoś zada pytanie dotyczącą księgi?

Pusia: pogadam z ludźmi i będzie ok. Każde niewygodne pytanie zostanie zbombardowane przez podstawionych prezesów. Już je się postaram. Wiem jak uciszać dociekliwych.

Mateczka: no dobrze. A co z Roratką?

Pusia: musimy się jej pozbyć. Zrobimy tak: powspółczujemy jej trochę, poudajemy, że nam jej szkoda. Niech idzie na długie zwolnienie, a my się za nią wszystkim zajmiemy. I będziemy mieli ją z głowy. Do wyborów popracujemy nad prezesami i będzie kolejny sukces. Tym idiotom trzeba stale powtarzać, że PIS jest zły, że KN jest najważniejsza, że jak ja nie będzie to dyrektorzy ich pozwalniają itd. Oni w to wierzą od lat. Przecież w mateczka Partia nas tego nauczyła. Boże co to były za czasy. Wybory odbyły się zanim się jeszcze odbyły i na wybory człowiek jechał uśmiechnięty i zadowolony bo wiadomo było, że go wybiorą. A teraz? Demokracji się im zachciało! A co z układami, siecią? Czy ci ludzie zdają sobie sprawę z tego ile pokoleń to wszystko budowało? Że spryt i znajomości to podstawa. Przecież to takie normalne! Nasze…

Mateczka: no nie wiem... nie wiem…. Flaszka z Zarządem Okręgu jest na nas cięta bo musiała się nakłamać przed prezesem Bredziarzem żeby utrzymać stołek, a teraz znowu u nas będzie dym.

Pusia: żadnego dymu nie będzie! Będzie jak ja chcę! Czekaj zadzwonię do Roratki. Słuchaj i ucz się!

Chwila koncentracji… ok ...dzwonię…

Pusia: no witaj Kochana. Jak Ci się dzisiaj zaczął dzień w pracy?

Roratka: witaj Pusiu…dzień jak każdy. Sporo pracy i telefonów

Pusia: no tak…wiem…taka już jest ta nasza praca. Stale musimy poświęcać się dla setek związkowców, którzy na nas liczą. Tak to już jest, niestety. A jak się czujesz Kochana? Masz słabiutki głos dzisiaj.

Roratka: źle się czuję, wiesz o tym dobrze. Źle sypiam, mam depresję i w ogóle. Wczoraj była jedna kobieta w biurze…nawet nie wiem z jakiej szkoły. Zapytała mnie czemu płaczę? I domyśliła się, że nie radzę sobie z tymi wszystkimi kłamstwami. To trwa za długo….Powiedziała mi na odchodne „A pamiętasz byłego wice? Jak go załatwiłyście kilka lat temu? Odpowiedziałam tylko, że to jego wina bo mógł to inaczej załatwić. A ona mnie pyta „inaczej czyli jak?”…i znowu zaczęłam płakać…

Pusia: no wiem…wiem kochana. Tak mi przykro… Wiesz co, pomyśl o dłuższym zwolnieniu, weź sobie wolne, odpocznij, a ty się wszystkim zajmiemy. Wrócisz i wszystko będzie dobrze…

Roratka: masz rację…chyba tak zrobię….

Pusia: no to pa Kochana…pa…

I mamy ją z głowy. O!...prezes Flaszka dzwoniła. Ciekawe czego chce ta zapijaczona prezesina?

Pusia: no witaj Flaszeńko…co u Ciebie?

Flaszka: słuchaj no moja droga…jest problem…

Pusia: problem? Żartujesz…dobrze wiesz, że dla mnie nie ma problemów... żadnych…ze wszystkim sobie radzę

Flaszka: o tak…wiem…i nawet wiem w jaki sposób…pamiętaj, że mateczka Partia wyszkoliła nie tylko Ciebie… Ale do rzeczy…dostałam Pismo od prezesa Bredziarza z prośbą o wyjaśnienie…wysłałam Ci je tydzień temu czekając na odpowiedź. Czekam …czekam i nic….

Pusia: o mój Boże…noszę kopertę w torebce od kilku dni…nawet jej nie otworzyłam. Wybacz Kochana. Już otwieram i czytam. Zaraz oddzwonię…

Flaszka: ok czekam….

 

Ciekawa jestem to to za pismo…

Mateczka: ja mam w papierach wszystko zrobione! Na mnie nie patrz. Pewnie chodzi o coś innego

Pusia: jakieś pierdoły pewnie. Zaraz się dowiemy. Czekaj… czekaj…jest koperta. O!... dwa pisma. Jedno od Bredziarza i załącznik. Czytamy najpierw jego pismo….

 Bredziarz pisze „ W związku z otrzymaniem skargi właściciela restauracji „PRL jest super” proszę o ustosunkowanie się do jej treści”

Pusia: o mój Boże… przecież to ta restauracja! O co właścicielowi chodzi?

Mateczka: czytaj!

Pusia: no czytam…czytam…

„Szanowny Panie Prezesie,

jestem nowym właścicielem lokalu „PRL jest super” przejętym po poprzedniku, który z niezrozumiałych względów odstąpił mi swój lokal z dnia na dzień i kazał się kontaktować z Panem w razie problemów. Ale do rzeczy:

mija ponad miesiąc od pamiętnego spotkania prezesów Pana związku w naszym lokalu. Wyremontowaliśmy już wszystkie pomieszczenia ale nadal śmierdzi moczem. Nie wspomnę, że do dnia dzisiejszego moi pracownicy odnajdują kąty gdzie nasrali Pana prezesi. Gówna są wszędzie, nawet na szafie w recepcji. Gówna w doniczkach…choć sprytnie zagrzebane…wypływają każdorazowo po podlaniu kwiatów. Gówna tu i gówna tam. Rozumiem, że po zjedzeniu 50 puszek „Karmy z kotkiem” i 100 kilogramów przekąsek „Kici – kici” można się zesrać, ale czemu do doniczki ? Kto zapłaci za to wszystko? Pani Prezes Pusia Wydmusia nie odbiera ode mnie telefonów, a klienci omijają moją restaurację szeroki łukiem i dziwnie na mnie patrzą. Wstyd na całe miasto. Niektórzy żartują, że gówniany to interes, a ja nie wiem czemu i o co im chodzi. Czy Pana prezesi nie wiedzą co to jest WC? Choć niektórzy wiedzieli jak tam trafić tylko czemu srali za muszlą klozetową, a nie w jej wnętrze. Sytuację komplikuje fakt, że wszystkie koty z okolicy przyłażą do mojej restauracji o siedzą na parapetach, zaglądając do środka. Ale to jakiś dziwny zbieg okoliczności pewnie bo czemu winne są biedne zwierzęta.  

Aby uniknąć posądzenia o pomyłkę i pomówienie w załączeniu przesyłam kopię faktury wystawionej na Pana związek i podpisaną przez Panią Prezes Pusię Wydmusię wraz z zamówionym menu. Wie Pan, mnie nie obchodzi co zamawiali klienci i co jedzą byleby srali w ubikacji jak ludzie, a nie po kątach.

Bardzo proszę o podanie danych na jakie mam wystawić fakturę za remont restauracji po imprezie Pana związkowców.

Z uszanowaniem

Właściciel

Pusia: osz kurwa!

Mateczka: o ja pierdolę!

 

Od autorów: Ci wszyscy, którzy znają Pusię mieli okazję posłuchać jak potrafi kląć, wyzywać o obrzucać inwektywami, szczególnie mądrzejszych od siebie/ czyli praktycznie każdego poza jej Zarządem /. W środowisku stara się jak może uchodzić za "damę". Te jej wszystkie "ą" i "ę" są powszechnie znane, ale prawda jest jaka jest i wszyscy ją już znają.

 

 

Komentarze  

 
+4 #1 H 2018-01-07 10:22
Cała pusia. Ekstra się czyta. SUPER!!!
Cytować
 
 
+3 #2 H 2018-01-11 14:17
Największą depresję to chyba ma puszysta. Tyle nieprzyjaznych osób w koło, a mniemanie o sobie ogromne.
Cytować
 
 
+1 #3 Byłam, słyszałam 2018-01-11 16:55
Kiedyś zamiast od razu wejść do biura - zatrzymałam się pod drzwiami. Kobieca ciekawość. To co usłyszałam na temat prezesów! / tak tak PREZESÓW, którzy jej słodzą/ zwaliło mnie z nóg. Matko Boska, pomyślałem, ja chyba nie do tego związku należę co trzeba, a ta drąca gębę baba w biurze i wyzywająca prezesów, którzy według niej niczego nie rozumieją musi być nieźle rąbnięta.
Cytować
 
 
+1 #4 wiem 2018-01-13 21:50
Prawie wszyscy wiedzą, że odgaduje, nie tylko prezeski, ale kogo tylko się da. Udają, że nie wiedzą, bo ... ochronkę odbierze. Śmiech na sali. Ludzka głupota nie ma granic. Te panie mają wyższe wykształcenie ... Brak słów.
Cytować
 
 
+1 #5 Mira 2018-01-17 12:27
Depresję to raczej ma pusia. Tyle pomyj wylano na jej hełmofon, że trudno to udźwignąć takiej "kruszynce".. :-)
Cytować
 
 
+1 #6 sąsiadka 2018-01-19 07:34
Nic nowego. Taka była, jest i będzie.
Cytować
 
 
+1 #7 hg 2018-01-22 04:30
:-)
Cytować
 
 
0 #8 Iga 2018-03-14 18:53
Ale jaja!!! Cała puszystość.
Cytować