Drukuj

Dzień drugi czyli jak zarobić na członkach zwiazku w legalny sposób

 Wstałam wcześnie jak zawsze . Oczywiście zaraz po przebudzeniu zapaliłam papieroska, przeglądając nowe wpisy na forum. Nic mnie tak nie nakręca jak te czytanie tych wszystkich oszczerstw i kalumni. Ja "puszysta"! - koń by się uśmiał. Przecież zejść z XXL na XL to wyczyn, nieprawdaż?

No nie, nie wytrzymam!  Ja mam odejść ze stanowiska? Jaaaa??!! Tyle się namotałam i nakłamałam, a teraz już mnie nie chcą? Niewdzięcznicy! Jak odejdę to kto to wszystko przejmie po mnie? Roratka? Przecież ona nawet Statutu nie zna, ja co prawda też go nigdy nie czytałam, ale ja przecież jestem prezesem.

Już 10ta?? Niemożliwe! O 10 miałam być w biurze. Zaraz, zaraz, coś wymyślę...

Pusia: haloooo...

Roratka: witaj Pusiu, kiedy będziesz w pracy?

Pusia: posłuchaj moja droga co mi się przytrafiło!

Roratka: co się stało?

Pusia: wyobraź sobie moja droga - zatrzasnęłam sobie drzwi do mieszkania, a klucze zostały w środku!

Roratka: o mój Boże!

Pusia: a ja nieuczesana, oko nie zrobione i jeszcze w piżamie. Siedzę na środku przedpokoju i nie mogę się wydostać. Co ja mam teraz zrobić?

Roratka: na środku przedpokoju? Przecież mówiłaś, że zatrzasnęłaś drzwi z kluczami w środku.

Pusia: no tak, na środku przedpokoju...to znaczy....eee...przedpokoju u sąsiadki, wiesz to taka poczciwa kobieta, wspomaga mnie jak może.

Roratka: aha, jak to dobrze, że masz taką sąsiadkę

Pusia: też tak uważam, jest kochana. Wybacz moja droga, ktoś puka, chyba przyszła moja pani sprzątająca...moment...

w tle

/ no mooooja droga,  kolejny raz się spóźniłaś! To ja tu czekam i czekam, nawet się jeszcze nie ubrałam, a Ciebie nie ma. To się musi skończyć! W tej chwili proszę się zabrać za sprzątanie!/

 

Pusia: hallloooo... jesteś tam?

Roratka: tak jestem...

Pusia: wyobraź sobie, że ta baba spóźniła się kolejny raz do pracy. Czekam i czekam a jej nie ma. Nawet się jeszcze nie ubrałam od tego czekania. O Boże, a już 10:30!. Pogoniłam ją do pracy. Niech się weźmie za robotę w końcu! Czy nie myślisz, że powinnam ją zwolnić? Poradź mi kochana, co zrobiłabyś na moim miejscu?

Roratka: wiesz Pusiu, nie wiem czy pracuje dobrze i czy jesteś zadowolona z tego co robi?

Pusia: ależ oczywiście, że nie jestem zadowolona. Kolejny raz przez nią spóźniam się do pracy! To się musi skończyć!

Roratka: no tak...

Pusia: no dobrze moja droga, ubieram się i jadę do Ciebie, już jadę...

Roratka: w piżamie?  Jak Ty się biedna dostaniesz do mieszkania?

Pusia: do jakiego mieszkania? O czym Ty mówisz? Zabierz się lepiej za pracę! Jak przyjadę zabieramy się za pisanie pisma. O mój Boże ile ja mam dzisiaj pracy! Mnie ta praca kiedyś wykończy! Pa, na razie.

 

Drewniane schody aż trzeszczą, biegnę do biura. O mój Boże! Gdzie są moje klucze? Nie ma, no nie ma! I co teraz? Zaraz...Roratka!

Pusia: haloooo....

Roratka: słucham Cię Pusiu

Pusia: no gdzie Ty jesteś? Stoję pod drzwiami biura jak ostatnia idiotka - zostawiłam w domu klucze do biura!

Roratka: jak to gdzie?  Jestem w środku!

Pusia: jak to w środku? Ano tak.... w środku... Szukając tych głupich kluczy nie pomyślałam, żeby pociągnąć za klamkę. To wszystko przez ten pośpiech. O mój Boże, mnie ta praca kiedyś wykończy!

- Pusia: Roratka! - siadamy do pisania! Musimy napisać pismo do dyrektorów informujących ich o tym ilu mam członków w ich placówkach.

- Roratka: Już idę

- Pusia: Pisz! "W imieniu Zarządu informuję, że nasz oddział w dniu dzisiejszym liczy 520 członków..."

- Roratka: 520? przecież ich jest tylko 501...

- Pusia: i co z tego? Myślisz, że ktoś tu przyjedzie i ich policzy?

- Roratka: no nie wiem...

- Pusia: przecież musimy mieć oddelegowanie do pracy w biurze. Poniżej 500 jedna  z nas będzie musiała wracać do szkoły i mooooja droga to nie będę ja. Więc pisz i nie gadaj!.

- Roratka: masz rację Pusiu. A jak wpadnie tu kiedyś komisja rewizyjna?

- Pusia: Moooja droga! Przecież wiesz, że mnie żadna komisja nie ruszy. Znam babeczki wszystkie i wszystko się załatwi, wiesz przecież. Pamiętasz jak załatwiłam byłego wice? Przyczepił się, że mamy zdublowane numery uchwał. A co miałam zrobić skoro tych uchwał nie mieliśmy - dopisałam je z numerami już istniejących, a jak komisja zapytała co to ma znaczyć to Mateczka napisała oświadczenie, że się pomyliła w numeracji...

- Roratka: ale Mateczka się nigdy nie myli...

- Pusia: i co z tego. Jest stara i ślepa, więc może się pomylić.

- Roratka: no tak. Ale przecież nie mamy protokołów z posiedzeń Zarządu do tych uchwał!

- Pusia: i co z tego moja droga? Powiedziałam Flaszce, że podejmowaliśmy je przez telefon. Przecież ona jest tak głupia, że we wszystko uwierzy. Ciebie przecież też przyjęliśmy do naszej organizacji przez telefon, pamiętasz? Uchwała wydrukowana i sprawa załatwiona.

- Roratka: O Boże jaka ty jesteś mądra Pusiu!

- Pusia: no widzisz. Pisz i nie gadaj. Jeszcze wielu rzeczy muszę Cię nauczyć.

- Roratka: już, skończyłam.

Szybko się uwinęłyśmy z tym pisaniem. Mamy w końcu czas na kawę. Przecież nie można pracować cały dzień. Musimy przygotować regulamin turnieju siatkarskiego i znowu ten sam problem. Skąd wziąć pieniądze na wynagrodzenia dla sędziów?

- Pusia: Roratka!!! Zwołaj Zarząd na 17

- Roratka: na dzisiaj??

- Pusia: a na kiedy? Mamy tyle ważnych spraw do omówienia!!

- Roratka: no tak...

- Pusia: nie!...czekaj! Nie będziemy rozmawiać z Zarządem - same to załatwimy

- Roratka: ale jak?

- Pusia: moooja droga! Ty się jeszcze wielu rzeczy musisz nauczyć

- Roratka: no dobrze.

- Pusia: dzwonię po Mateczkę... Hallooo...witaj moja droga

- Mateczka: witaj Pusiu. Co tam w biurze słychać?

- Pusia: to co tutaj się dzieje to jakieś szaleństwo.  Od samego rana masa ludzi, telefony i pisanie pism. Jest 13-ta a my jeszcze kawy nie piłyśmy. Słuchaj koniecznie tu przyjdź - jest sprawa do obgadania.

- Mateczka: już biegnę!

 

Stara i ślepa ale jak o pieniądzach to przybiegnie rozmawiać w 5 minut. Dobrze wytresowana, nieprawdaż? Zawsze uważałam się za świetną organizatorkę pracy, oczywiście nie swojej - jestem przecież prezesem. Inni muszą pracować - nie ja. Ileż ja mam czasem w tym wszystkim zachodu. Oszaleć można. O Boże, mnie ta praca kiedyś wykończy!

- Mateczka: co z sprawa wymaga pilnego omówienia?

- Pusia: słuchaj Mateczko, organizujemy turniej siatkarski, wiesz ten beznadziejny "Memoriał Treli - Moreli". Ruda go robiła przed nami i nie mam wyjścia - musimy kontynuować, żeby ludzie nie gadali. Pograją, rozda się im medale na 2 zł, nakarmi jakimiś pomyjami i do domu. A my wpiszemy sobie w planie, że zorganizowałyśmy zwody sportowe...

 - Mateczka: a no tak. Zawody...

- Pusia: masz jakiś pomysł na pieniądze dla sędziów? Nie chcę żadnych umów z nimi podpisywać bo wtedy fiskus nam tu będzie mieszał, a my go tutaj nie chcemy, prawda moje drogie?

- Mateczka: oczywiście, że nie. Prowadzenie kreatywnej księgowości wymaga dyskrecji. Jeszcze mi to jakaś baba ze skarbówki przyjedzie i zacznie pytania zadawać.

- Pusia: no właśnie....

- Mateczka: to co robimy?

- Pusia: wpadłam na dobry pomysł, ale nie chcę aby to wyszło na Zarządzie bo się jeszcze po mieście rozejdzie.

- Mateczka: delegacje?

- Pusia: tak delegacje! To zawsze działa!

- Roratka: jakie delegacje?

- Mateczka: Pusia była kiedyś w Warszawie w Centrali i jej bardzo dobra przyjaciółka podbiła kilkanaście blankietów delegacji  "in blanco"

- Pusia: i teraz kiedy mamy jakieś ekstra wydatki wypełniamy je sobie rozliczając tak jak byśmy były w Warszawie bez jeżdżenia dokądkolwiek. Wiesz to po rozliczeniu na samochód jest prawie 800 złotych! Pieniądze ze składek są, więc kasa jest,  delegacja podbita i wypełniona, a kto tam będzie sprawdzał czy ktokolwiek z nas jeździł do Warszawy. Moooja droga, trzeba mieć głowę na karku!

- Roratka: ale to chyba jest niezgodne z prawem?

- Pusia: moooja droga, jeśli nie podoba Ci się praca w biurze Zarządu to ja Ci to mogę załatwić i wrócisz tam skąd przyszłaś.

- Roratka: ale ja tylko chciałam....

-Pusia: to nie chciej tylko słuchaj! Rozmawiamy o tym tu i teraz i nikt z Zarządu nie może się o tym dowiedzieć. I sprawa załatwiona.

- Roratka:  To zrozumiałe. Przepraszam.

- Pusia: a jak będziesz się dobrze sprawować to przed świętami, jak co roku, wypełnimy sobie po jednej delegacji i będziemy miały pieniądze na święta. Flaszka robi dokładnie tak jak my - ma plik podbitych delegacji i kasy jak lodu. Przecież nam się też coś od życia należy, nieprawda? Wiesz przecież ile mnie kosztują te wszystkie zabiegi, dzięki którym wciąż wyglądam pięknie wręcz.

- Roratka: jak to? Wypłacimy sobie z pieniędzy członków po 800 złotych???

- Pusia: oczywiście! Nasi członkowie to idioci przecież i nie muszą o niczym wiedzieć. Mamy ich tylu, że nikt się nie połapie. Oni płacą, my ich bronimy, albo przynajmniej tak im mówimy... to barany i większość sama bym wywaliła z pracy na zbity pysk.

- Roratka: ale się cieszę. My tak ciężko tutaj pracujemy. Coś nam się od życia należy przecież!

- Pusia: no w końcu mówisz jak członek naszego związku. Pamiętaj: "związek kmini, związek dba i dlatego prezes ma!" 

I tak kolejny problem finansowy się rozwiązał. Delegacja wypisana - znowu byłam w Warszawie!..hehe.  Ileż to się trzeba najeździć do tej Warszawy. O Boże, mnie tak praca kiedyś wykończy!

 

Mateczko!! Palimy! - chodź do kuchni

- Mateczka: słuchaj co zrobimy jak Zarząd zapyta na jakiej podstawie wypłaciłyśmy wypłatę sędziom?

- Pusia: zrobimy tak - wyrwie się kartkę z tyłu księgi protokołów i wklei się ją w środku, gdzieś tak na początku roku. Napiszesz protokół, że niby odbyło się posiedzenie Zarządu i podjęliśmy uchwałę  - i tyle! A jak się ktoś z Zarządu odezwie, że nie pamięta takiej uchwały to ja mu powiem, że ma sklerozę i powinien się leczyć.

- Mateczka: świetny pomysł, jak zawsze.

- Roratka: Pusiu! ... dzwoni Prezes Flaszka!

- Pusia: czego znowu chce ta alkoholiczka?? Już biegnę

- Pusia: halllooo...

- Pani Flaszka: witaj Pusiu

- Pusia: wita Flaszeńko, co u Ciebie?

- Pani Flaszka: a dziękuję, wszystko po staremu. Ale dzwonię bo mam do Ciebie sprawę...

- Pusia: słucham Cię Flaszeńko.

- Pani Flaszka: otóż, na przyszły poniedziałek zwołuję Zarząd Okręgu, wiesz musimy podjąć kilka uchwał. Chodzi między innymi o przyznanie mi diety.

- Pusia: ależ moooja droga, na mój głos możesz liczyć!

- Pani Flaszka: wiem, nie pierwszy raz przecież proszę Cię o przysługę.

- Pusia: przyznaj sobie 2000 zł miesięcznie, będę głosowała "za".

- Pani Flaszka: też myślę, że taka kwota jest właściwa, wiesz tyle pracuję w tym Zarządzie i nic nie tanieje. Emerytury mi już nie wystarcza...

- Pusia: no tak, a alkohol stale drogi ... haha

- Pani Flaszka: oj, ty to masz poczucie humoru Pusiu.

-  Pusia: ale wesz przecież że to tylko żarty. A co do diety - musimy się trzymać razem.

- Pani Flaszka: tak, wiem. Dziękuję. A co u Was?

- Pusia: a u nas kolejna "akcja wklejka". Wiesz musimy podrasować trochę księgę protokołów bo brakuje nam pieniędzy na "różne wydatki".

- Pani Flaszka: co ... no tak, święta idą. Ja już sobie zorganizowałam pieniądze na prezenty.

- Pusia: tak, święta też, ale jeszcze musimy "zorganizować" pieniądze na turniej sportowy.

- Pani Flaszka: no tak. Tylko kartki wklejcie dobrze, żeby widać nie było.

- Pusia: no coś Ty! To dla nas nie pierwszyzna przecież.

- Pani Flaszka: no to załatwione. Do zobaczenia w poniedziałek.

- Pusia: Pa Flaszeńko....Pa.

Wyrywanie kartek z tyłu księgi  protokołów i wklejanie ich pomiędzy strony zapisane to łatwizna. Wystarczy dobry klej przecież. I zrobione. O Boże ile ja się muszę namęczyć, żeby to wszystko działało jak trzeba. Mnie ta praca kiedyś wykończy!

- Pusia: wychodzę do Urzędu Miasta na ważną rozmowę z Panią Kierownik. Szkoły chcą zamykać w mieście.

- Roratka: o mój Boże!

- Pusia: mooooja droga, spokojnie. Wszystko da się załatwić - coś tam się zamknie, coś przeniesie, coś otworzy, ludziom naobiecuje i się uleży. Ważne, żeby być w centrum uwagi. Musimy się pokazywać na Bizantyjskim Dworze. Ok. Zmykam  - Niania czeka.

- Roratka: trzymam kciuki w takim razie za powodzenie rozmów. O Boże jaka Ty jesteś mądra.

Owszem rozmowy będą, oj będą ale jutro, a dzisiaj czeka na mnie fryzjerka. Przecież nie pójdę do Bizantyjskiego Dworu nieuczesana. Jeszcze zaczną gadać, że mnie na fryzjera nie stać. I kolejny dzień pracy zakończony. Co to był za dzień! O Boże, kiedyś mnie ta praca wykończy!

 

Komentarze  

 
+5 #1 Dorota 2015-01-23 07:25
Ńawet nie wiedziałam, że to tak można kombinować z ilością członków. I nikt tego nie może skontrolować?
Cytować
 
 
+3 #2 Ja 2015-02-02 07:44
czyli co? Pusia powie, że na 1000 członków i nikt tego nie sprawdzi? haha...to pięknie związki działają:-)
Cytować
 
 
+2 #3 Ja 2015-12-17 09:02
jak w komunie. Tyle tylko, że to wszystko się dzieje za związkowe, ciężko zarobione przez ludzi pieniądze.
Cytować