Drukuj

Dzień ósmy czyli o współpracy z moim przyjacielem Wojtusiem

No to mamy w końcu swojego człowieka w Bizantyjskim Dworze. Hura JA! A co? Może nie dzięki mnię się tam znalazł? Przecież zorganizowałam mu spotkanie ze związkowcami. To ja się wystawiałam kolejny raz jako ich przedstawiciel narażając na szwank swoje dobre imię. To dzięki moim namowom i ogromnemu autorytetowi jakim cieszę się w gronie związkowym  / i nie tylko / mój wieloletni przyjaciel Wojtuś został wicekrólem. Wspaniale! Przecież ja muszę być na szczycie, a dzięki niemu stale będzie o mnię głośno, znowu głośno. Kolejne 4 lata bywania na salonach! Zaraz, zaraz... na którym piętrze on ma gabinet?  Przecież nie będę po tych przeklętych schodach biegać na trzecie piętro, jak przez tyle lat biegała do Niani! Jeszcze się spocę! Muszę to wiedzieć natychmiast! Dzwonię!

Pusia: haaallloooo...

Wojtuś: dzień dobry

Pusia: witaj Wojtuniu, pomyślałam, że zadzwonię i zapytam jak sie czujesz po tak wielkim, naszym wspólnym sukcesie jaki odnieśliśmy...wiesz...kosztowało mnię to tyle pracy, te wszystkie nieprzespane noce, nerwy. Byłam z Tobą myślami cały czas. A teraz w końcu będziemy mogli wspólnie podejmować ważna dla nas wszystkich decyzje. Nawet nie wiesz jak się cieszę!

Wojtuś: ale...jakie decyzje chcesz podejmować?

Pusia: no wiesz, jest tyle spraw do załatwienia...choćby bałagan pozostawiony po Twoim poprzedniku... Nie mój drogi, nie zostawię Cię z tym samego. Możesz mi zaufać. Przejdziemy to razem jako wieloletni przyjaciele. Kiedy mogę wpaść? Musimy przygotować jakiś plan działania. Mam już nawet pomysł, powiem Ci co masz zrobić...

Wojtuś: hm, nie bardzo rozumiem jako kto chcesz mi doradzać?

Pusia: jak to jako kto? Przecież ktoś na tak wysokim stanowisku jakie Ja zajmuję ma odpowiednie wykształcenie i doświadczenie, z którego musisz skorzystać. To oczywista przecież.  A więc...musimy ustalić na początku kogo zatrudnimy w Bizantyjskim Dworze. Mam kilka kandydatur....

pi...pi...pi...

Pusia: halllooo... Wojtuniu jesteś tam? Znowu coś przerwało. Te telefony mnię kiedyś wykończą... halllooo???

No trudno. Przejdę się do niego potem. A teraz do biura...Coo?? Już 11 ta? A niech to! Miałam być u kosmetyczki o 10:30...Dzwonię!

Pusia: halloooo....

Pani: witam Pani Prezes

Pusia: witaj moja droga, wybacz, że znowu się spóźnię ale musiałam niestety udać się do Bizantyjskiego Dworu na rozmowę z Wojtusiem...

Pani: no tak, wybory zakończyły się sukcesem

Pusia: ależ oczywiście moja droga! Odniosłam kolejny sukces jako Prezes poprzez wpłynięcie na wszystkich członków naszych związków, aby zagłosowali na niego w wyborach. Moje zasługi na tym polu są wręcz niewymierne. Zdzwonił do mnię sam Wojtuś i poprosił o spotkanie, nie mogłam odmówić.

Pani: to zrozumiałe. Pewnie zaproponował współpracę dla dobra wszystkich nas...

Pusia: mooooja droga, nasza współpraca trwa od bardzo dawna. Zadzwonił do mnię bo wie, że beze mnie sobie nie poradzi. Tylko z moim doświadczeniem i układami przetrwa te 4 lata. Inaczej poniesie porażkę. Jako prezes największych związków mam wpływ na wszystko co się dzieje w naszym mieście...Obawia się tego i dlatego do mnię ciągle wydzwania. Już mam dość tych jego telefonów. Nie mam w ogóle życia prywatnego.

Pani: a propos związków. Otrzymaliśmy wraz z mężem pismo informujące nas o tym, że zostaliśmy usunięci z organizacji za działanie na niekorzyść prezesa...

pi...pi...pi..

Pani: halo... jest tam Pani jeszcze?

Co za wredna baba! Ja jej mówię o tym jakie wielkie wyzwania mnię czekają, jak się napracowałam aby odnieść kolejny sukces, a ona mi o tym, że ją skreślili z listy członków. A co mnię to obchodzi ja się pytam??!! Kompletny brak wyczucia i taktu!  Podłość ludzka nie zna granic! Zmieniam kosmetyczkę...dzwonię!

Pusia: halllooo... Pani Prezes Pusia Wydmusia mówi...

Pani 2: dzień dobry. Czym mogę służyć?

Pusia: szanowna Pani, jestem zmuszona zmienić kosmetyczkę. Pani z konkurencji okazała się kompletnie niekompetentną osobą. Przyjeżdżam na ustaloną godzinę i muszę czekać ponad godzinę na swoją kolej! To niedopuszczalne. No jak tak można? Jestem prezesem największych związków i nie wyobrażam sobie, że ktoś mnię Pusię Wydmusię tak będzie traktował! To się misi skończyć!

Pani 2: ależ oczywiście Szanowna Pani. Zapraszamy do nas.

Pusia: no dobrze, kiedy więc mogę się zjawić? Proponuję za chwilę....

Pani 2: obawiam się, że za chwilę to nie jest odpowiednia pora. Kolejka na dzień dzisiejszy jest długa. Proponuję godzinę 15.30

Pusia: nooo wie Pani! Mam siedzieć u kosmetyczki po godzinach pracy?! To żart? Absolutnie! Albo za chwilę albo wcale!

Pani 2: przykro mi  takim razie ale nie jesteśmy w stanie Pani przyjąć.

Pusia:  w takim razie pragnę Panię poinformować, że za działanie na niekorzyść Pani Prezes Pusi Wydmusi zostanie Pani natychmiast usunięta z naszych związków!

Pani 2: związków jakich związków? Przecież ja nie należę do żadnych związków!

Pusia: moooja droga, ja wiem lepiej gdzie Pani należy. Ja wiem wszystko i mogę wszystko bo mam prawnika! Żegnam!

Kolejna zapracowana! I jak w tym kraju ma być dobrze skoro nikt mi nie pomaga w mojej ciężkiej pracy. Kosmetyczka o 15:30! Nooo tego jeszcze nie było. Co za uwłaczająca propozycja! O Boże, mnię ta praca kiedyś wykończy!

A teraz do biura. No dobra...wchodzę!

Pusia: słuchajcie mamy kolejną aferę!!!!

Roratka: znowu? co się tym razem stało?

Pusia: moooja droga może zaczniesz się w końcu interesować sprawami związkowymi? Czy zawsze wszystko musi być na mojej głowie? O Boże mnię ta praca kiedyś wykończy!

Roratka: ale....

Pusia: a Ty stale tylko ale i ale...weź się do roboty w końcu! Mateczko! Palimy!

Mateczka: no w końcu jesteś. Odebrałam kilka telefonów. Ludzie o Ciebie pytali...

Pusia; moooja droooga, nawet nie wiesz ile ja dzisiaj spraw załatwiłam...

Mateczka: no tak, wyobrażam sobie. Już 14ta,  a Ty biedna dopiero w biurze...

Pusia: byłam na ważnym spotkaniu z Wojtusiem, wiesz on sobie nie radzi z niczym i muszę mu pomóc. Na kogo ma liczyć jak nie na mnie. Tylko ja znam się na tym wszystkim no i mam prawnika... Głowa mi pęka! O Boże, mnię ta praca kiedyś wykończy!

Mateczka: wierzę. Dobrze więc ja się zajmę dokumentami, a Ty jedź już do domu. Odpocznij.

Pusia: dziękuję Ci moja droga. Praca Prezesa jest taka wymagająca. Skąd brać czas na te wszystkie sprawy? I jeszcze ta kosmetyczka, u której miałam być dzisiaj o 10:30...

Mateczka: kosmetyczka? Jaka kosmetyczka? Mówiłaś, że byłaś u Wojtusia..

Pusia: kosmetyczka? co Ty pleciesz? Nie mówiłam o żadnej kosmetyczce. Zabierz się lepiej za pracę, jest tyle do zrobienia!

W końcu w domu! Skąd ja mam brać siły na to wszystko? W biurze 10 minut, a tyle się wydarzyło w ciągu dnia... O Boże, mnię ta praca kiedyś wykończy!

 

 

Komentarze  

 
+6 #1 Karolina 2015-01-23 07:22
o tak! Wypisz - wymaluj. PUSIA!
Cytować