Drukuj

Dzień piąty czyli jak wykosić konkurencję z innych związków.

No to zbliża się dzień wyborów. Ale jestem podekscytowana. Oczywiście nikomu o tym nie powiem - kamienna twarz, jak zawsze. Niech wszyscy widzą, że mi nie zależy, że dla mnie tylko związek i związkowcy są ważni. Naiwniacy! Banda debili....kogo tu bronić i po co? Większość sama bym zwolniła. Ale być radną! To jest to! O tylu rzeczach mogę decydować, wszyscy mnie znają i szanują, te wszystkie przyjęcia, spotkania... O Boże!!!! przecież na o 10 mam być w starostwie. Telefon...!

- Pusia: haaallooo,

- Irenka: witaj moja droga,

- Pusia: już do Ciebie jadę ale po drodze muszę odwieźć dokumenty do biura. Wiesz jak pracuję w terenie, ale ktoś musi za mnie zrobić to co czeka od kilku dni. O Boże, mnie ta praca kiedyś wykończy!

- Irenka: przyjedź, przyjedź. Mam Ci tyle do opowiedzenia, szczególnie o tym durniu z drugich związków...

- Pusia: ależ nie masz się kim martwić moja droga. Przecież on jest kompletnym zerem bo nie ma prawnika. A ja prawnika mam.

- Irenka: wiem, wiem... musimy pogadać o naszych wspólnych planach

- Pusia: będę u Ciebie za 20 minut

- Irenka: wpadaj...kawa stygnie.

Skoro już jestem w starostwie to rzucę okiem na salę posiedzeń Rady Powiatu. Wybiorę sobie dogodne miejsce, które będę zajmować przez całe cztery lata kadencji. Usiądę gdzieś blisko Irenki, ale nie za blisko, żeby ktoś się nie domyślił, że "kminimy" razem. Nie wszyscy muszą to wiedzieć przecież.

O! to miejsce jest odpowiednie i blisko samego starosty, bardzo blisko. Moje miejsce, miejsce Pani radnej Pusi Wydmusi!...Pani Radnej Prezes Pusi Wydmusi! O Boże jaki splendor! Już czuję smak władzy. To istna rozkosz dla mnię! Przecież ja jestem do tego wprost stworzona! Tylko JA! Ja muszę rządzić, mam ku temu wszelkie predyspozycje przecież. Radna, potem wicestarosta, a w końcu starosta! Przecież to naturalna kolej rzeczy! Jeśli nie ja to kto? Odpowiedź jest prosta.

- Irenka: o! jesteś już...

- Pusia: eee...a to Ty....

- Irenka: a co Ty sam robisz  w sali posiedzeń?

- Pusia: ja...eee...a tak sobie na chwilę usiadłam, wiesz...

- Irenka: w sali posiedzeń?

- Pusia: a tak jakoś wyszło, wiesz...eee...zabłądziłam!

- Irenka: zabłądziłaś? w starostwie?

- Pusia: no ok...chodźmy w końcu na kawę, skoro już stygnie, pewnie już jest zimna a ja nie lubię pić zimnej kawy, przecież wiesz o tym...

 - Irenka: powiedz moja droga jak się układa Twoja współpraca z Bizantyjskim Dworem?

- Pusia: ale mooooja droga, wiesz dobrze, że z tymi ludźmi nie da się współpracować. Kompletni amatorzy. To nie to co my, Ty czy ja! Niania nie dorasta mi do pięt, o Tobie nie wspominając. Na niczym się nie zna, a mniemanie o sobie ma niczym królowa. Jest niekompetentną i pustą księgową, nikim więcej. Utrzymuję z nią kontakt czysto służbowy, nie to co z Tobą - wiesz mam wielu związkowców im podlegających i muszę dbać o ich interesy.

- Irenka: tak, wiem coś o tym doskonale. Zrezygnowaliśmy z łączenia szkół powiatowych ponieważ za dużo by nas to kosztowało. Będziemy musieli problem załatwić inaczej. Póki co szkoły zostaną tam gdzie są.

 - Pusia: i słusznie. Idą wybory przecież. Wyborcom może się nie spodobać to, że zamyka się szkoły w roku wyborczym. A ponieważ planują zostać radną powiatową nie chce teraz opowiadać się za związkowcami z zamykanych szkół - po co mi to. Co mnię oni obchodzą? Mam teraz coś ważniejszego na głowie.

- Irenka: no i ten z tych drugich związków. Wiecznie się upiera i mamy z nim problem. Nie ma sposobu na to aby się go pozbyć?

- Pusia: no tak, ja też mam z nim problem. Ale on jest nikim bo nie ma prawnika przecież. Powiem tu i ówdzie co ludzie powinni o nim myśleć. Pozbędziemy się go na zawsze. Ludzie już dawno powinni zapisać sie do mojego związku. Tamten to istna ŻENUŁA przecież. Ludzie mnię słuchają i już się do nas przyłączają.

- Irenka: wiedziałam, że na Ciebie mogę liczyć Pusiu

- Pusia: ależ oczywiście Irenko, znasz mnię przecież. My kobiety na wysokich stanowiskach musimy się trzymać razem. No to lecę. Pa!

- Irenka: do zobaczenia moja droga.

 

Kolejna idiotka. której można wcisnąć każdą bzdurę. Jak można z takimi ludźmi pracować? Zero kompetencji. I jak w tym kraju ma być dobrze? Boże, mnie ta praca kiedyś wykończy!

Telefon do Andrzeja. Musze mu zdać relację z  rozmowy z Irenką przecież...

- Pusia: halllooo....

- Pan Andrzej: witaj, cześć

- Pusia: mój drogi nawet nie wpadniesz na to z kim przed chwilą rozmawiałam na Twój temat?

- Pan Andrzej: wiesz, jakoś mnie to mało interesuje...

- Pusia: a powinno, a powinno

- Pan Andrzej: daj mi spokój, te wasze babskie rozmowy. Ja mam ważniejsze sprawy na głowie

- Pusia: no skoro Cię to nie interesuje to powiem Ci tylko, że Irenka chce się Ciebie pozbyć...

- Pan Andrzej: no, już się bardzo boję...

- Pusia: wiesz, my związkowcy musimy się trzymać razem i dlatego czuję się w obowiązku powiedzieć Ci o tym.

- Pan Andrzej: a tak na przyszłość, nie zawracaj mi głowy takimi bzdurami. Cześć

- Pusia: no wiesz?! Halo...hallooo...jesteś tam?

Rozłączył się! Co za cham! O nieee...tak mnię nikt traktować nie będzie! Jeszcze ja go załatwię! W zasadzie już to zrobiłam. Posłuchały mnie te głupie kobiety ze szkoły pruskiej i już są w moich związkach, a nie w jego. Przeszły do nas bez mrugnięcia okiem. Naopowiadałam im bajek o prawniku i łyknęły wszystko. Teraz są u mnie, a nie u niego.

A teraz do biura! Mam dziś tyle pracy przecież!

Muszę zrobić odpowiednią atmosferę jak zawsze. Szybki krok, udana zadyszka, albo nie...nie muszę udawać, przecież dyszę jak parowóz...mnie to palenie kiedyś zabije! Jakaś szybka sensacja wymyślona na poczekaniu...ok, wchodzę...

- Pusia: słuchajcie mamy kolejną aferę!

- Roratka: co się znowu stało?

- Pusia: dowiedziałam się właśnie, że były wiceprezes zostawił w biurze pluskwę i wie o wszystkim o czym się tuta mówi!

- Roratka: tak, to prawda! Wychodząc z WC o mało nie nadepnęłam biegnącej pluskwy! Co za paskudztwo!

- Pusia: nie o taką pluskwę mi chodziło przecież!

- Roratka: aaaa.. pewnie masz na myśli karalucha! Widziałam takiego w sklepie. Mówię Wam, wchodzę na dział warzywny, a tam jeden...drugi...trzeci...

- Pusia: ależ Roratko! Chodzi takie pluskwy do podsłuchiwania!

- Roratka: hm, te w sklepie chyba nie podsłuchiwały, ale mogły mieć ukryte mikrofony. Mówię Wam jakie one są podstępne. Moja sąsiadka mówiła, że cały nowy biustonosz jej kiedyś pogryzły!

- Pusia: biustonosz! a to wstrętne karaluchy!

- Roratka: i zboczone w dodatku!

- Pusia: a propos biustonoszy - widziałem ostatnio na wystawie w Wielkim Sklepie takie kolorowe! Piękne, mówię Wam. Nawet sobie jeden kupiłam. Niania też sobie kupiła, nawet dwa. Chcecie to Wam pokażę!

- Roratka: pokaż...pokaż!

- Pusia: świetny, prawda? Wiecie, jako prezes muszę wyglądać przecież. Nigdy nie wiadomo, co gdzie i kiedy?  Nieprawdaż?

- Matka: ależ oczywiście Pusiu, kto jak kto ale Ty powinnaś wyglądać!

- Pusia: no właśnie!. A propos wyglądu...wygląd kosztuje!

- Matka: pewnie chodzi Ci o delegację do Warszawy?

- Pusia: oczywiście, wydałam masę pieniędzy. Wiesz jakie ja mam wydatki!

- Matka: wiemy...wiemy...to wszystko tyle kosztuje.

- Pusia: ludziom trzeba powtarzać o tych niby wyjazdach. Niech wszyscy wiedzą, że jeżdżę. Dawaj tę kasę, przecież nie będę biustonoszy kupowała za swoje? No proooszę Cię!

- Matka: ależ oczywiście! Związkowców na to stać przecież. Wypełniałem już Twoją delegację z Twojego wyjazdu do Warszawy, na którym nie byłaś. Czyli jak zawsze: byłaś w Warszawie...hm...jutro! A niech to! Pomyliłam daty. Miałam wypisać "na przedwczoraj"...

- Pusia: ależ moooja droga, nie ma problemu. Kto to sprawdzi? Wpisz cokolwiek, przecież i tak nie ma to żadnego znaczenia.

- Matka: masz rację. A co z Roratką? Jej też wypełnić delegację?

- Pusia: ależ oczywiście! Muszę dbać o swoich zastępców przecież. A poza tym idą święta. Wiesz, te wszystkie wydatki...

- Matka: wiem...wiem. A naszych członków na to stać przecież...

- Pusia: i tak trzymać! Tak trzymać! Moja droga my musimy się trzymać razem.

- Matka: to zrozumiałe i dlatego interes się kręci. Ja swoją delegację już wypełniłam. My to się do tej Warszawy najeździmy wszystkie! Tylko cicho sza! Roratko, mam dla Ciebie pieniądze.

- Roratka: a co jak się to kiedyś wyda?

- Pusia: nic się nie wyda. Siedź cicho i będzie ok. Trzymaj się mnie to dobrze na tym wyjdziesz.

- Roratka: wiem, wiem...ja Ci już tyle zawdzięczam Pusiu.

 

Komentarze  

 
+4 #1 S 2015-01-30 07:33
biustonosze za składkowe pieniądze. Ciekawe co jeszcze?
Cytować
 
 
+2 #2 `:-` 2015-02-17 12:19
Pan Andrzej ma rację. Szkoda czasu na jałowe dyskusje z kimś kto nie rozumie co się do niej mówi bo ona ma swoją "wizję" polegającą głownie na tym jak tu podkopywać innych
Cytować
 
 
+2 #3 M 2016-01-08 19:34
Ta kobiecina jest chyba chora. I to poważnie.
Cytować