Drukuj

Dzień siódmy czyli jak zadbać o rodzinę kosztem pieniędzy członkowskich.

Czas zabrać się za zarabianie pieniędzy. Przecież ja w tych związkach za friko pracowała nie będę!  Sposobów jest wiele, a dla kogoś tak obrotnego jak ja nie ma żadnych przeszkód. Zadzwonił do mnie jeden dyrektor szkoły, w której "podskakuje" mu stale jeden z naszych związkowców. Pojechałam do szkoły i mówię dyrektorowi, że jeśli mu nie da spokoju to ja z nim zrobię porządek. A co?! Ja nie mam prawa? Ja mam przecież prawnika! A poza tym mam na dyrektora haka i to jakiego! Więc mu mówię co i jak, o a on w  szoku, że ja wiem. Kolejny idiota, który myśli, że ze mną wygra. Więc mu mówię, że liczę na godziny w jego szkole, a wtedy zapomnę o wszystkim. Po kilku dniach dzwoni i pyta czy nie wzięłabym u niego połowy etatu! Ależ oczywiście! I co nie jestem WIELKA?! I co z tego, że jestem oddelegowana? Kto mi zabroni pracować? Tym bardziej, że kogoś z takimi kwalifikacjami jak moje to rzadkość. Jestem wręcz niepowtarzalna! Biuro się zamknie i wywiesi kartkę „Praca w terenie”. Kto to sprawdzi? Przecież ja tyle muszę jeździć po szkołach i nie tylko. Więc będę jeździć.

Za chwilę spotkanie Zarządu. Im też sprzedam bajkę, na której zarobię, no może nie ja, ale moja córcia.

- Pusia: Mateczko musimy pogadać zanim zacznie się Zarząd.

- Matka: ależ oczywiście. O pieniądzach?

- Pusia: owszem, ale nie dla Ciebie tym razem. Dla mojej córci… Wymyśliłam taki myk: moja córka jest księgową. Pomyślałam, że główną księgowość powinien prowadzić ktoś kto się na tym zna. Zaproponuję na Zarządzie moją córkę, ale nie powiem, że ona jest moją córką. Nazwisko mam po mężu więc nie ma problemu. A nikt nie musi wiedzieć, że nas coś łączy. Nieprawdaż?

- Matka: a nie obawiasz się, że ktoś w władz związkowych będzie miał zastrzeżenia?

- Pusia: zastrzeżenia? Jakie zastrzeżenia? Po pierwsze nikt nigdy się nikt nie dowie, że to moja córka, a nawet jeśli to prezes Flaszka zatrudnia na podobnym stanowisku swoją synową, więc mnie też można. A co? Moooja droga! W końcu nazwa naszego związku mówi sama za siebie! Nepotyzm zobowiązuje przecież!

- Matka: oczywiście. Dobrze, poprę Twój wniosek przed Zarządem.

- Pusia: dziękuję Mateczko, wiedziałam, że na Ciebie mogę zawsze liczyć

- Matka: jasne, że możesz tylko liczę na to, że będziesz o mnie pamiętała przed  świętami. Jeszcze kilka delegacji do wypełnienia nam zostało…

- Pusia: ależ oczywiście, że będę o Tobie pamiętała, wiesz przecież. Dobrze.  Idziemy na zebranie Zarządu. Tylko pamiętaj, żebyś się nie wygadała o mojej córce. To trzeba załatwić bardzo dyskretnie, bardzo…

 

Ci idioci w Zarządzie na niczym się nie znają. Każdą bzdurę przyjmą za prawdę. I dobrze. Mam większe pole do popisu. A ja lubię się popisywać przecież.

- Pusia: witam Was moi kochani. Podczas dzisiejszego spotkania musimy podjąć ważną uchwałę dotyczącą powierzenia naszej księgowości komuś kompetentnemu i już Wam mówię, że znalazłam tanią księgową.

- Roratka; o! to świetnie!

- Pusia: ta pani mieszka w Wielki Mieście, ale w dobie Internetu nie ma żadnego problemu przecież.

- Ptak: a kim jest ta pani?

- Pusia: nie znam jej osobiście, ale poleciła mi ją jedna znajoma. Myślę, że możemy tej pani zaufać.

- Ptak: ale czemu szukać księgowej w Wielki Mieście, a nie u nas? Przecież mamy tutaj masę księgowych.

- Pusia: pytałam, sprawdzałam i niestety bardzo dużo by nas to kosztowało

- Ptak: ja znam księgową! Nie jest droga i znam ją osobiście. Zapytam…

- Pusia: nie ma mowy! Uchwałą musi zostać podjęta już dziś. Szkoda czasu. Proszę, kto jest za powiedzeniem naszej księgowości pani wielkiego Miasta?

- Ptak: ale….

- Pusia: żadne ale. To jej jestem Prezesem i ja o takich sprawach decyduję! Koniec dyskusji. Dziękuję wszystkim. Proszę zaprotokołować, że Zarząd jednogłośnie podjął uchwałę.

- Ptak: jak to jednogłośnie??!! Przecież jestem przeciwna?

- Pusia: to nie jest ważne moja droga. Uchwałą została podjęta. Koniec dyskusji! Dziękuję wszystkim na tym kończymy nasz spotkanie.

No , udało się! Jestem WIELKA!

- Pusia: halllooo

- Księgowa: no witaj mamusiu…

- Pusia: zapomniałaś dodać ”kochana mamusiu”. Słuchaj córciu mam dla Ciebie świetną nowinę: dostaniesz miesięcznie ponad tysiąc złotych za zaksięgowanie kilku faktur. Jeszcze się nigdy aż tak nie napracowałaś, nieprawdaż. Widzisz jaką masz wielką matkę?! Ci idioci z Zarządu łyknęli bajkę o nieznanej księgowej jak małe dzieci. Uchwała podjęta i nikt nawet nie dowie się, że jesteś moją córka!

- Księgowa: faktycznie jesteś wielka mamusiu… A nikt się nie przyczepi, że aż tyle będziesz mi płacić?

- Pusia: a kto to sprawdzi? Uchwałą podjęta, fakturę wystawisz i tyle. Nikt nigdy nie będzie pytał co i jak. To ja jestem prezesem i to ja o tym decyduję co i jak.

- Księgowa: no tak. Jesteś wielkim prezesem.

- Pusia: wiem kochana, będę jeszcze większym… kiedyś! A póki co muszę wracać do pracy. Mam masę jeszcze do zrobienia dzisiaj. O Boże, mnię ta praca kiedyś wykończy.

 

Co za dzień… co za dzień! Ale na najbliższe cztery lata córcia ustawiona, będzie miała na ZUS. Jakie to moje życie robi się piękne: moja przyjaciółka została moi zastępcą, córcia dostanie swoje co miesiąc, ja mam swoje półtora etatu i dodatkowo 600 złotych diety. Wszyscy są szczęśliwi, czyż nie? Związkowców stać na to wszystko przecież. Ale najciekawsze jest to, że im z niczego nie muszę tłumaczyć, nie ma komu przecież. Oni i tak niczego nie rozumieją. Ja Pusia Wydmusia jestem WIELKA!

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież