Drukuj

Dzień trzeci czyli jak układać się w władzami samorządowymi.

Budzik. O Boże...zaspałam! A na 10 mam być u Niani. Nie zdążę, nie zdążę!! Telefon... Zaraz..zaraz co my dzisiaj mamy? Środa, tak środa. O matko!...kosmetyczka...na śmierć zapomniałam! O 10 u kosmetyczki miałam się pojawić. Telefon..!

- Pusia: halllooooo....

- Niania: witaj droga Pusiu, czekam właśnie na Ciebie

- Pusia: moja droga, nie uwierzysz co mi się przytrafiło kiedy do Ciebie jechałam!

- Niania: cóż takiego? Co tym razem?

- Pusia: jak to "tym razem"??

- Niania: ostatnio ukradziono Ci koło w samochodzie i zorientowałaś się o tym jadąc po obwodnicy, wcześniej, zabrakło Ci paliwa, a jeszcze kiedyś zamknięto Ci most na rzece i musiałaś nadłożyć ponad 100 km jadąc do Bizantyjskiego Dworu...

 - Pusia: no widzisz, ja to mam pecha! Dzisiaj ruszyłam spod domu i zatrzymała mnie w mieście policja. Zaczęli mi wytykać, że nie mam gaśnicy, trójkąta, a potem jeszcze zaczęli się czepiać, że nie mam jakiegoś akumulatora!  Możesz sobie to wyobrazić!

- Niania: no tak, wyjątkowo perfidnie się zachowali. I co Ty teraz zrobisz bez akumulatora?

- Pusia: mooooja droga, ja już nie takie problemy miałam i dałam sobie radę. Wrócę do domu, pewien gdzieś tam stoi. Spóźnię się trochę. Pa.

- Niania: ale...halo...jesteś tam? To może spotkamy się jutro? Hallooo...

No, teraz kosmetyczka. Dobrze, że mam blisko i po drodze do Bizantyjskiego Dworu.

No to wchodzę. Oooo...jestem pierwsza.

- Pani: dzień dobry Pani Prezes

- Pusia: dzień dobry. O mój Boże, lecę do Pani na złamanie karku. Stale coś, telefony,  ludzie ciągle czegoś ode mnie chcą. Wie Pani, ta praca w związkach to poważne wyzwanie, każdą wolną chwilę spędzam w pracy. Nie mam w ogóle życia osobistego - praca...praca...praca. A ludzie, no cóż, stale są niewdzięczni i wymagają ode mnie cudów. A co ja mogę, no niech Pani powie? Przecież ja mam tak napięty grafik, że nie mogę być wszędzie. Kosmetyczka, fryzjer, moje paznokcie no i moja Misia, przecież nie mogę zaniedbywać kici.

- Pani: no tak, rozumiem doskonale. Ja też stale w pracy - od rana do wieczora. Czasami tak mnie bolą nogi, że muszę usiąść na chwilę...

- Pusia: moooja droga, co mi tu Pani pierdołami głowę zawraca. To jest praca? Niech sobie Pani usiądzie i po problemie. Też coś!  Czy Pani wie ile ja muszę wypić kaw w ciągu dnia? Te wszystkie spotkania, a przecież jak już jadę na spotkanie i jestem w okolicy to nie mogłabym nie odwiedzić przyjaciółki. I znowu kawa. No mówię Pani, nawet do fryzjera się wczoraj przez to spóźniłam.

- Pani: to straszne? I co - wypadła Pani z kolejki jak widzę....

- Pusia: absolutnie! Co też Pani? To niepowtarzalna fryzura, modna w związkach zawodowych. Muszę trzymać fason. Wie Pani - ludzie patrzą!

- Pani: no tak. Rozumiem.

- Pusia: poza tym musi Pani wiedzieć, że moich związkach przykładamy ogromną wagę do uczciwości, wszelkich zasad i wyglądu. Dlatego w naszym statucie jest jasno napisane, że w ramach działalności związkowej mamy wręcz obowiązek dbać o siebie - stąd tak częste, moje, wizyty u Pani czy u kosmetyczki

- Pani: aha... no to współczuję. Ma Pani jak widzę pełne ręce roboty. Nie zazdroszczę.

- Pusia: mooooja droga, żeby Pani wiedziała. O Boże, mnię ta praca kiedyś wykończy.

A teraz biegiem do Niani...

Co za kretynka?!  We wszystko uwierzy. Tyle ile się nakłamałem u niej to nigdzie indziej nie musiałam... "Wypadła Pani z kolejki" - też coś, bezczelna baba. Już ja jej pokażę!

- Pusia: hallooo...

- Roratka: witaj Pusiu, gdzie jesteś?

- Pusia: jadę na spotkanie z Nianią

- Roratka: znowu? Byłaś u niej wczoraj przecież...

- Pusia: oczywiście, ale rozmowy przeciągnęły się do północy i musimy zakończyć dzisiaj. Wyobraź sobie, że jedna wredna baba ma zastrzeżenia do mojej fryzury!

- Roratka: cooo? kto się odważył?

- Pusia: fryzjerka - żona jednego naszego związkowca!

- Roratka: Nooo nie! Bezczelna! Musimy coś z tym zrobić. Należy go natychmiast wyrzucić ze związków!  To się musi skończyć!

- Pusia: oczywiście moja droga. Musimy poruszyć tę sprawę na Zarządzie.

- Roratka: zdecydowanie tak!

- Pusia: biegnę do Niani w takim razie. Przez kosmetyczkę znowu się spóźnię.

- Roratka: jaką kosmetyczkę?

- Pusia: kosmetyczkę? Jaką kosmetyczkę?

- Roratka: powiedziałaś, że przez kosmetyczkę się spóźnisz...

- Pusia: jaką kosmetyczkę?! Ty się lepiej weź za robotę. Jak przyjdę musimy napisać ważne pismo.  No to lecę. Pa.

Tępa strzała. Niczego nie rozumie, jak jej poprzednik. Ten w ogóle nie rozumiał jak można być do fryzjera w czasie pracy. Przecież wszystko zależy do tego jak się człowiek zorganizuje.  Jak ja mam z takimi ludźmi pracować? O Boże, mnie ta praca kiedyś wykończy!

Niania czeka...

- Pusia: witaj moja droga

- Niania: witaj, już nie wierzyłam, że się dzisiaj pojawisz...

- Pusia: ach, wiesz, te głupie kosmetyczki...

- Niania: kosmetyczki, a nie policjanci?

- Pusia: jacy policjanci? Ludzie co się z Wami dzisiaj dzieje? Uwzięliście się na mnie czy co???

- Niania: no tak.... Posłuchaj moja droga: planujemy zamknięcie 5 szkół w tym roku. Liczę na współpracę. Nie wyobrażam sobie, że my takie dobre przyjaciółki nie mogłybyśmy na siebie liczyć w tej kwestii.

- Pusia: ależ oczywiście. To zrozumiałe. Na moje związki zawodowe można zawsze liczyć. Poudaję trochę, że kogoś bronię, czasami zabiorę głos, napiszę trochę pism i będzie w porządku. Wiesz, ludzie muszą widzieć, że coś się dzieje. My kobiety na wysokich stanowiskach musimy się wzajemnie wspierać. Ilu ludzi wyleci na bruk?

- Niania: noo...ponad 30.

- Pusia: e tam, myślałem, że więcej - nie ma problemu, moooja droga poradzimy sobie.

- Niania: cieszę się. Przekażę dobre nowiny swojemu szefowi. Ucieszy się z tego, że mamy jedne związki zawodowe po swojej stronie. A te drugie związki...no cóż..

- Pusia: moooja droga, tamtymi związkami nie należy się w ogóle przejmować. Oni nie mają prawnika.

- Niania: aaa no to faktycznie, mamy ich z głowy skoro nie mają prawnika.

- Pusia: moja droga, pamiętaj tylko: "coś za coś". Ja przymknę oko na zwalnianych pracowników, a Ty wspomnisz o mnie swojemu szefowi. Niech wspomni tu i tam, że współpraca ze związkami zawodowymi przebiega dobrze, a poza tym, kto wie, może kiedyś będę poszukiwała pracy na "Bizantyjskim Dworze", a poza tym wiesz...wybory się zbliżają!

- Niania: ależ oczywiście moja droga, to zrozumiałe.

- Pusia: no to postanowione. Jak będziecie ich zwalniać daj mi znać wcześniej, napiszę kilka pism, może udzielę wywiadu w radio "Skwer" żeby wszyscy widzieli, że reprezentuję. Wiesz, zbliżają się wybory i zamierzam zostać radną powiatową. Dobrze jest się pokazać to tu to tam. Elektorat patrzy przecież.

- Niania: ooo! gratuluję decyzji. Z Twoim profesjonalnym podejściem do pracy, zaangażowaniem, poświęceniem i znajomościom odniesiesz spektakularny sukces.

- Pusia: ależ to oczywiste. Za długo pracuję w tym biznesie żeby się nie udało.

- Niania: trzymam kciuki w takim razie. W powiecie też zaczęłaś już akcję promocyjną?

- Pusia: tak umówiłam się z Irenką, ale wiesz moja drga jaką ona jest idiotką. Uwierzy we wszystko co jej powiem. To nie to co Ty, osoba na stanowisku, rzetelna, mająca uznanie tysięcy ludzi. Jak tylko zostanę radną powiatową zrobię wszystko, żeby się jej pozbyć.

- Niania: koniecznie! Ona zaniża poziom, a my kobiety na stanowiskach nie chcemy mieć w swoich szeregach takich jak one. Nawet szkół nie potrafiła zamknąć skutecznie tylko zamieszania w powiecie narobiła.

- Pusia: masz rację moja droga. Ok, zmykam, mam dzisiaj jeszcze tyle pracy. Do zobaczenia kochana.

Bardzo udane spotkanie, jak zawsze u Niani panuje miła atmosfera. Teraz muszę "poreprezentować". Potem kilka spotkań z prezesami - muszą wiedzieć na kogo głosować. Tym idiotom trzeba zawsze wszystko ręcznie tłumaczyć. Barany.

Idę do biura. Kawy trzeba się w końcu napić. Przecież od tej pracy można zwariować. O Boże, mnie ta praca kiedyś wykończy!

Ciekawa jestem czy Roratka już jest w biurze! Nie podoba mi się jej podejście do obowiązków, to jej ciągłe spóźnianie się do pracy. Ja sobie żyły wypruwam, a ona pewnie znowu u fryzjera. Mnie wcale nie denerwuje to, że ma lepszą fryzurę niż ja, absolutnie...no może trochę, ale obowiązki to przecież sprawa najważniejsza. Już ja jej pokażę gdzie jej miejsce. No dobra, wchodzę! Trzeba zrobić atmosferę...

- Pusia: słuchajcie mamy kolejną aferę!

- Roratka: witaj Pusiu, mamy gościa. Przyszła Pani z jednej ze szkół. Dyrektor planuje wręczyć jej wypowiedzenie. Jest problem.

- Pusia: dzień dobry kochana, co się dzieje? Mów szybko!

- Sprzątaczka: pani Prezes, mój dyrektor chce mnie zwolnić, a ja sama wychowuję dwójkę dzieci. Niech mi Pani pomoże, bardzo Panią proszę.

- Pusia: o Boże! Facet nie ma serca! Jeszcze dziś napiszę do niego pismo i umówię się na spotkanie! Koniecznie jeszcze w tym tygodniu.

- Sprzątaczka: dziękuję Pani bardzo. Jestem tym wszystkim załamana kompletnie. Nie poradzę sobie bez tej pracy. Nie dość, że ledwie mi wystarcza do pierwszego to cały czas na pożyczkach. Nie dam rady, nie dam rady. Już płakać nie mam siły...

- Pusia: spokojnie. Załatwię tę sprawę z pewnością. Może Pani być pewna, że wszystko będzie w porządku. Niech Pani wraca do szkoły i powie prezesowi ogniska, że Pani u mnie była i że rozmawialiśmy. Proszę powiedzieć wszystkim członkom, że załatwię te sprawę. Nie straci Pani pracy.

- Sprzątaczka: dziękuję Pani, jest Pani aniołem. Dziękuję.

 

Kolejna idiotka. Myśli, że ktoś się nią będzie martwił...

- Pusia: Roratka pijemy kawę!

- Roratka: może najpierw zadzwoń do tego dyrektora. Wiesz, kobieta jest załamana!

- Pusia: ależ moooja droga! Ja do nikogo dzwonić nie mam zamiaru. Mogła się baba uczyć to nie byłaby sprzątaczką. Proste?

- Roratka: ale jej obiecałaś przecież!

- Pusia: ale Ty jesteś naiwna moja droga. Ucz się ode mnie. Idą wybory, o elektorat trzeba dbać. Niech powie ludziom u siebie jaka jestem wspaniała, niech wszyscy wiedzą. A jak dyrektor ją zwolni to kto będzie o niej pamiętał? Kto się sprzątaczką będzie martwił?

- Roratka: no tak, skoro nie chciało się jej uczyć to niech ma jak ma.

- Pusia: a poza tym jej dyrektor do mnie już dzwonił w tej sprawie. Dogadaliśmy się, krótko mówiąc bez wdawania się w szczegóły. Wiesz, coś za coś: ja nie będę mu robiła problemów ze zwalnianiem tej baby, a on da mi kilka godzin od września. Wiesz, o siebie też muszę dbać przecież, a nie tylko inni i inni. Poza tym jak babę zwolni to ona z powodzeniem znajdzie sobie pracę np. w Lidlu za te same pieniądze przecież, więc nie ma z czego robić problemu. Nie rozumiem skąd ta tragedia. Przesada...

- Roratka: dobrze Pusiu, że my Ciebie mamy! Jesteś niesamowita!

- Pusia: Roratko jesteś moim najlepszym zastępcą, nawet nie wiesz jak dobrze mi się z Tobą pracuje. Cudownie wręcz. Jesteś kompetentna, rzetelna, rezolutna, ciepła, bezinteresowna, zaangażowana, uczciwa, kochana wręcz... Ok, teraz Ty!

- Roratka: co ja?

- Pusia: no mogłabyś mi powiedzieć kilka miłych słów jako szefowej. Nic Ci się nie stanie przecież!

- Roratka: ale jak to, tak bez powodu?

- Pusia: no wiesz! Ja nie potrzebuję powodu, żeby być dla ludzi miła. Widziałaś jak rozmawiałam z tą sprzątaczką? To było jak melodia! A jak ona zadowolona wyszła! Widziałaś? Musisz się jeszcze wiele nauczyć moja droga. A teraz weź się w końcu za robotę bo jak zwykle nic nie robisz. Wszystko na mojej głowie.  O Boże, mnie ta praca kiedyś wykończy!

 

 

Komentarze  

 
+4 #1 MR 2015-01-31 08:17
Aż nie mogę uwierzyć! Koleżanka mi powiedziała o tej stronie i o tym jak to Pani Prezes rozmawiała ze sprzątaczką. Taką rozmowę odbyto ze mną właśnie. Dialog dokładnie taki sam! To mnie wyrzucono z pracy zarzucając mi raptem że się nie nadaję że to i tamto. Nagle same bzdury. Nikt mi nie pomógł! Nawet Pani Prezes która obiecywała pomóc. Dokładnie jak w tym dialogu. Płakać się chce.
Cytować
 
 
+2 #2 no no 2015-02-13 18:36
a moża Pusia kiedyś w Lidlu popracuje? Będę chodziła codziennie popatrzyć jak swoimi pulchnymi łapami nabija ceny na kasie:-)
Cytować