Drukuj

Dzień "zero"czyli jak załatwić ochronę związkową przyjaciółce

 

Dawno, dawno temu gdzieś w Kentaky….

No tak… znowu zaspałam! Co to za durny kraj! Jak można chodzić do pracy na 10 tą? Kiedy ja mam się wyspać? O! Roratka dzwoniła. Ciekawe co tym razem. Już się nie mogę doczekać kiedy na spokojnie pogadamy sobie o tym i o tamtym. Tyle mamy wspólnych tematów przecież. To moja ukochana przyjaciółka.

Pusia: hellooooł Roratko. Dopiero wstałam i widzę, że dzwoniłaś. Co się dzieje?

Roratka: mam problem, musimy pogadać bardzo poważnie!

Pusia: ok.Zaraz zamykam biuro i jadę do Ciebie.

Roratka: jakie biuro? Spałaś w biurze dzisiaj?

Pusia: w jakim biurze? O czym Ty mówisz?? Do zobaczenia…

 

Też mi coś: spałaś w biurze!? Co mam jej powiedzieć, że miałam piękny sen o cudownej kotce… Ja chcę kota! Ok. Teraz szybki telefon do biura

Pusia: halo, co tam w biurze słychać?

Wice: witaj, póki co panuje spokój.

Pusia: a ja w terenie od 7 rano! Jest dziesiąta, a ja nie wiem jaki jest dzień.

Wice: dzwoniła Flaszka. Pytała, dlaczego nie przyjechałaś do niej. Ponoć byłyście umówione na 9tą dzisiaj.

Pusia: a co ona pierdoli? Pewnie jeszcze nie wytrzeźwiała po wczorajszym. Miała urodziny przecież. Już na zarządzie mieliśmy kieliszki pełne. Z tego co wiem impreza w biurze trwała do 2giej w nocy…

Wice: zadzwoń do niej bo nie wiedziałem co jej powiedzieć. Powiedziałem, że jesteś w szkole, w terenie u jakiegoś dyrektora.

Pusia: i dobrze zrobiłeś. Boże jak mi się  z Tobą wspaniale pracuje. Takiego zastępcy życzyłabym wszystkim. Albo nie… po co mają mieć tak dobrze jak ja. Ok. to papa. Idę się kąpać i ruszam do Roratki.

Wice: kąpać? W terenie?  Gdzie ty jesteś?

Pusia: eeeee…no kąpać. Mówię Ci. Rozmowa z tym debilem dyrektorem kosztowała mnie tyle zdrowia i wysiłku, że się spociłam. Wpadłam na moment do domu żeby wziąć prysznic…

Wice: hmmm. No dobrze. Kąp się w takim razie.

Pusia: no to pa. Zaraz będę w biurze…

Co za idiota! A ja mam się przed kimś takim tłumaczyć gdzie jestem i co robię! Ja Pusia Wydmusia! Pani Pusia Wydmusia! Prezes Pusia Wydmusia! A teraz prysznic i do Roratki. Co się tam znowu u niej dzieje?

 

Pusia: no jestem Roratko. Co się dzieje?

Roratka: siadaj, zaraz Ci wszystko opowiem. Otóż, wiesz dobrze, że jestem teraz kierownikiem działu w starostwie.

Pusia: no tak i co z tego?

Roratka: dowiedziałam się, że w ramach restrukturyzacji wydziału będą likwidować moje stanowisko pracy. Zamierzają powołać nowe stanowisko: dyrektora PZO.

Pusia: a to gnoje! Spokojnie. Coś wymyślę….

Roratka: liczę na Ciebie. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką przecież.

Pusia: ależ spokojnie, moja droga. Przede mną wszystkie drzwi w starostwie się otwierają, wiesz przecież.

Roratka: no tak, wiem.

Pusia: już wiem! Porozmawiam tu i tam i zostaniesz dyrektorem. Nic trudnego. Znam ludzi przecież. Spokojnie. Wszystko do zrobienia.

Roratka: no tak ale jest luty, a od marca ma zacząć działać nowy dyrektor.

Pusia: idę do starosty. Wszystko załatwię.

Nie będzie z tym żadnego problemu. Roratka zostanie dyrektorem POZ i wszystko będzie ok. Przecież ja wszystko potrafię załatwić. Ciekawe co oni kombinują? Zaraz się dowiem.

Pusia: witam Panie Starosto

Starosta: witam Panią Prezes. Co Panią sprowadza?

Pusia: Panie Starosto chodzi o moją przyjaciółkę Roratkę…

Starosta: a tak, panią kierownik…

Pusia: tak właśnie. Chodzi o to, ż przecież ona przyszła do starostwa jako świetnie wykwalifikowany wizytator z kuratorium i nie widzę nikogo innego na stanowisku dyrektora POZ od stycznia. Chyba się Pan Starosta ze mną zgodzi?

Starosta: hmm… szczerze mówiąc ani trochę się z Panią nie zgadzam

Pusia: jak to??!!

Starosta: Pani Prezes, nie wiem kto powiedział, że Pani przyjaciółka jest świetnie wykwalifikowanym wizytatorem z kuratorium? Może ona w kuratorium nadawała się do tego co tam robiła…. choć skoro jej podziękowano w kuratorium to podejrzewam, że było „trochę” inaczej….

Pusia: że co??!! To moja przyjaciółka! Znam ją doskonale i ręczę za nią…

Starosta: problem także w  tym, że jako kierownik nie spisuje się należycie. Nie pracuje tak jakbyśmy tego chcieli. Spóźnia się do pracy, nie wywiązuje się na czas z obowiązków i więcej czas spędza na kawie z Panią zamiast w pracy… tak Pani Prezes… wiem doskonale o tym, że stale Pani przesiaduje u niej w gabinecie zamiast pracować w związkach. Miałem już ochotę Panią zapytać jak pani to robi: zamiast pracować stale pije kawę albo z Panią kierownik albo z Irenką w starostwie?

Pusia: no wie Pan co! Koniec rozmowy! Jeszcze Panu pokażę. Wszystkim Wam pokażę! Wychodzę!

Starosta: do widzenia Pani Prezes

 

Co za cham! On mi będzie mówił o tym gdzie ja mam być w pracy? Przecież człowiek nie wielbłąd i musi się czasem kawy napić. Przecież nie można pracować stale i ciągle… Dzwonię do Irenki. Ona pewnie wie więcej. Dowiem się co starostwo planuje.

Pusia: halo, witaj moja droga…

Irenka: witaj Pusiu. Wpadnij na kawę, zapraszam.

Pusia: ależ oczywiście już jestem pod drzwiami….

Irenka: to po co dzwonisz?

Pusia: chciałam sprawdzić czy jesteś w środku?

Irenka: to czemu nie pukasz?

Pusia: w co w telefon?

Irenka: nie w telefon… w drzwi!

Pusia: a no tak, racja.

Irenka: no witaj. Siadaj i opowiadaj, co nowego?

Pusia: słuchaj przychodzę z problemem. Moja przyjaciółka Roratka, jedne z Waszych kierowników  obawia się o pracę… Uważam, że ona powinna zostać dyrektorem POZ. Wszyscy tak uważają…

Irenka: ależ oczywiście. Spokojnie moja droga. Właśnie przygotowuję regulamin konkursu na dyrektora POZ. Z pewnością uczynimy ją dyrektorem. Musimy sobie pomagać przecież.

Pusia: ależ oczywiście. My kobiety na wysokich stanowiskach musimy się trzymać razem przecież. To tyle. Muszę uciekać. Mój wice siedzi w biurze i wydzwania za mną od godziny. Beze mnie nikt sobie z niczym nie radzi w tych związkach. Mnie ta praca kiedyś wykończy! Papa kochana…  pa.

No i załatwione! A nie mówiłam, że załatwię. Ja wszystko mogę przecież…. A teraz do biura.

Pusia: no jestem. Co się działo od rana poza telefonem Flaszki?

Wice: dzwoniła Roratka i płacząc poskarżyła się, że regulamin wyborów dyrektora POZ jest  tak napisany, żebym nie mogła wziąć udziału w konkursie. Ma o rok za krótki staż pracy na stanowisku  kierowniczym. Nie może złożyć nawet dokumentów  bo nie spełnia wymagań konkursowych.

Pusia: to do gnoje! To wszystko robota starosty! Pewnie kogoś ma na to stanowisko. Już ja się dowiem kogo! Dowiem się co to za kreatura chce pozbawić pracy moją najlepszą koleżankę! Dzwonię do Irenki!

Pusia: no słuchaj moja droga. Przed godziną byłyśmy zgodne co do tego kto ma zostać dyrektorem POZ. A teraz się dowiaduję, że wszystko jest nieaktualne! Jak tak możesz?

Irenka: dzwoń do starosty. To jego decyzja…

Pusia: no tak! Wiedziałam… Cześć!

 

No mamy problem. Hmmm… zwolnią ja z pracy przecież….

Wice: i czego się dowiedziałaś?

Pusia: wiesz, wy faceci macie inne spojrzenie na sprawy kobiece…

Wice: na jakie sprawy? Roratka musi szukać sobie pracy?.

Pusia: tak. Ale od czego ma się przyjaciół?

Wice: no tak, racja. Jak jej pomożemy?

Pusia: mam pomysł ale nie musisz wszystkiego wiedzieć. W swoim czasie się dowiesz.

Wice: skoro tak uważasz….

Pusia: a poza tym weź się do roboty… nic nie robisz od rana. A ja biedna z terenie od 6tej…

Wice: jak to od 6tej? Mówiłaś, że od 7mej…

Pusia: bezczelny! Ja wiem lepiej od której pracuję w terenie…

Wice: jasne. Ty wszystko wiesz najlepiej….

Kawał chama! Będzie mi tu wyliczał od której pracuję. Nic nie robi! Obibok. Ja w biurze też mogę siedzieć. Każdy to potrafi. Ale ja jestem ludziom potrzebna w terenie przecież. A Roratce i tak pomogę. Od czego ma się przyjaciółki. Mam genialny pomysł. Roratka nie należy do ZPN więc ją wpiszę na listę członków z dniem…hm….tak…4 listopada. Tak się robi staż pracy! To co , że jest marzec. Nadpłaci składki za 3 miesiące. Żeby miała ochronę zorganizuję jej ognisko i zostanie jego prezesem. Nikt jej nie będzie mógł zwolnic z pracy. Powiem więcej: uczynię ja swoim zastępcą. Za 2 miesiące wybory! Obecnego wice już nie potrzebuję. Będziemy mogły sobie pić kawę w biurze i żaden starosta nie będzie mi wyliczał z kim i gdzie piję kawę. Ależ ja jestem mądra!

Brawo ja. Brawo Pusia Wydmusia! Pani Prezes Pusia Wydmusia!

 

No i zrobione! Roratka jest członkiem związku od 4 listopada. Teraz jej tylko powiem żeby składki zapłaciła za te zaległe miesiące. W tym tygodniu zostanie prezesem ogniska. I mogą nam skoczyć!

Pusia: słuchaj, Roratka jest naszym członkiem.

Wice: ooo! Cieszę się. Wpiszę go do naszej elektronicznej ewidencji bo lepiej żebyś mi w tym nie mieszała. Nie znasz Excela i znowu problemów narobisz.

Pusia: eeee..ale ja ją już wpisałam, nie musisz tego robić. Zajmij się swoją pracą!

Wice: zaraz…zaraz…mamy marzec, a ty ją wpisałaś z dniem 5 listopada??O co tu chodzi?

Pusia: oj przestań. Musimy jej pomóc! Wielu członków tak przyjmowaliśmy przecież….

Wice: ooo nie! Nie zgadzam się! Nigdy nie miała zamiaru należeć do związku, a teraz raptem kiedy grozi jej zwolnienie z pracy zapisujesz ją z listopadową datą? Po co? Pewnie jeszcze ochronę związkową jej damy?

Pusia: oczywiście, że tak!

Wice: żart?

Pusia: to ja jestem prezesem i ja decyduję o tym kogo i kiedy przyjmuję!

Wice: a ja myślałem, że od tego jest nasze Prezydium i do tego potrzebna jest uchwała?

Pusia: o tym ja decyduję!

Wice: jak uważasz ale poinformuję o tym okręg

Pusia: jesteś wolny! Twoja praca właśnie się skończyła.

Kawał chama! Ja go załatwię! Uchwał mu się zachciało! Ja mu dam uchwały. Wydrukuję mu takie uchwały, że włosy mu dęba stanią.

 

Pusia: Mateczko… szybko… nie przyjmowaliśmy członków uchwałami prezydium od roku. Musimy ich wszystkich przyjąć natychmiast… aha Roratkę musimy przyjąć z datą 4 listopada ubiegłego roku.

Mateczka: ale już jest marzec! Minęło kilka miesięcy!

Pusia: i co z tego. Ja decyduję kogo i kiedy przyjmujemy!

Mateczka: ale w statucie jest napisane, że….

Pusia: gówno mnie obchodzi statut! Siadaj do komputera i pisz!

Mateczka: no dobrze. Napisane i wydrukowane. Na uchwale Prezydium dotyczącym Roratki jest błąd w dacie: 2014… a „przyjęliśmy ją” ponoć w listopadzie 2013

Pusia: i co z tego…popraw  i  zaparafuj. Albo nie, daj jak to zrobię. Wszystkiego muszą Was uczyć.

Mateczka: jest jeszcze jeden problem…

Pusia: jaki znowu problem?

Mateczka: w księdze protokołów powinny znajdować się zapisy z posiedzeń Prezydium przyjmujących członków  do ZPN… a ich tam nie ma!

Pusia: i co z tego? Kto to będzie sprawdzał? Książka do sejfu i nikomu jej nie pokazywać. Zrozumiano?!

Mateczka: jak uważasz ale według mnie to jest nie w porządku i nie jest to zgodne ze statutem. Jak się ktoś dopatrzy to będzie problem….

Pusia: gówno się dopatrzy! Dostajesz kasę co miesiąc to trzymaj mordę na  kłódkę i tyle.

Mateczka: jak uważasz….

Pusia: tak uważam i koniec dyskusji.

Kolejna uczciwa się znalazła! Co ja mam z tymi debilami?! Niczego nie rozumieją!  Trzeba sobie radzić przecież. A naiwni i tak będą płacić składki. Po cholerę im o tym wszystkim mówić. Mają płacić i tyle.

 

 

 

 

                                                  CDN….

 

 

 

 

 

Komentarze  

 
+5 #1 Jam 2016-03-18 18:17
I tak to było widać...bo księga protokołów tajna:-) Cyrk to mało powiedziane. I ktoś taki jest...prezesem !
Cytować